Jan Król

Najnowsze artykuły oznaczone tagiem 'Jan Król':
Bohater naszych czasów!
Bohater naszych czasów!
Tak żył i tak działał Henryk Wujec zawsze – konkretnie, szybko, uczciwie, bezinteresownie, w służbie innym ludziom, a przy okazji kraju. Skromny, prawy, pracowity, sympatyczny, dobry. Z wykształcenia fizyk, i cały czas fizyką interesujący się, o motywach swojego społecznego i politycznego zaangażowania mówił, że zawdzięcza to wierze (był praktykującym katolikiem) i chłopskiemu uporowi (pochodził spod […]
Po wyborach
Po wyborach
Kurz powyborczy pomału opada. Ja reaguję z pewny opóźnieniem, ale i z większym namysłem, choć miałem swoje zdanie od chwili ogłoszenia wstępnych wyników. Nie gonię też za honorarium, ani za polityczną karierą. Po prostu tak mam, że interesuję się polityką, a przede wszystkim interesuje mnie los mojego kraju. Już po pierwszej turze z umiarkowanego optymisty […]
Wybór
Wybór
To będzie jeden z ważniejszych moich politycznych wyborów. Tak się składa, że koronawirus i upływający nieuchronnie czas skłoniły mnie do spisania swojego politycznego curriculum vitae, które zatytułowałem Moje wybory. A jest to relacja, opowieść z mojego 30. letniego bezpośredniego i bez mała 20-letniego pośredniego zainteresowania i zaangażowania w politykę. I na tle tych wspomnień, opartych […]
Jeszcze o samorządzie terytorialnym
Jeszcze o samorządzie terytorialnym
W toczącej się kampanii prezydenckiej problematyka samorządu terytorialnego słabo jest eksponowana przez poszczególnych kandydatów, z wyjątkiem Rafała Trzaskowskiego, który jako prezydent Warszawy walczy o prezydenturę kraju. I słusznie, że podjął się takiego zadania bo zdobyte przez niego doświadczenie, chociaż niezbyt długie, jako samorządowca uświadomiło mu jak ważną rolę w sprawnym funkcjonowaniu państw odgrywają wspólnoty lokalne. […]
Moja Przygoda z Samorządem Terytorialnym
Moja Przygoda z Samorządem Terytorialnym
Właśnie mija 30. rocznica wolnych, demokratycznych wyborów do odtworzonego samorządu terytorialnego, które odbyły się 27 maja 1990 roku. A moja z nim przygoda zaczęła się właśnie wówczas.
Mistrz destrukcji
Mistrz destrukcji
To będzie kilka słów o mistrzu. Ale mistrzu destrukcji. Na ogół myśląc, mówiąc czy pisząc o mistrzach mamy przed oczami wielkich twórców, wybitnych specjalistów, najwyższej klasy fachowców, najlepszych sportowców i artystów, mężów stanu, przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces I przypisujemy temu pojęciu znaczenia pozytywne. Można jednak być też mistrzem czyniącym zło. Wtedy mamy na myśli włamywaczy, złodziei kieszonkowych, seryjnych zabójców, handlarzy narkotyków, nie mówiąc o mistrzach w sprawowaniu autorytarnej władzy.
Wirusowe szaleństwo
Wirusowe szaleństwo
Trwamy w izolacji już od ponad sześciu tygodni. Szkoły, uczelnie, kina, teatry, place zabaw, ulice,stadiony, targowiska, galerie, restauracje, hotele, biura turystyczne, zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, przychodnie stomatologiczne, urzędy, a nawet lasy i parki świecą pustkami. Taksówkarze nie mają klientów, przewozy kolejowe, samochodowe i samolotowe spadły do minimum. Nieliczni przechodnie, w maseczkach zakrywających, twarze przemykają pojedynczo. Zdyscyplinowani klienci sklepów spożywczych i aptek stoją przed nimi cierpliwie, w przepisowych odstępach, czekając na swoją kolej. I jeszcze to jaskrawe słońce na bezchmurnym niebie, bez kropli deszczu od kilku tygodni, normalnie by cieszyło, ale teraz, przynajmniej mnie, niepokoi.
Korony z głów spadają
Korony z głów spadają
Czułem, ze czeka nas jakiś kryzys. Dochodzenie do władzy populistów, rozdawnictwo publicznych pieniędzy, upartyjnianie państwa, lekceważenie opinii naukowców i ekspertów. Tylko nie wiadomo było skąd konkretnie tym razem nadejdzie. Spodziewano się kolejnych konfliktów zbrojnych, wielkiej fali uchodźców, dezintegracji UE pogłębionej polityką Trumpa i Putina, przegrzania koniunktury w gospodarce.
I za łby się wzięli
I za łby się wzięli
Niektórzy publicyści i komentatorzy przywołują filmową klasykę: „Ojca chrzestnego”, „Zbiega z Alcatraz”, „Dawno temu w Ameryce”. A ja jestem świeżo po obejrzeniu 2. sezonu serialu „Narcos”. A więc na bieżąco porównuję ten serial do toczącej się walki pomiędzy czołowymi aktorami rządzącej partii (nie wymieniam jej nazwy ze względu na całkowitą nieadekwatność słów ją określających z tym co czyni) ze światem przestępczym w tle. Różnica między filmowymi scenami, a tym co widzimy na naszym podwórku jest tylko taka, że tak w serialu jak i przywołanych tytułach trup się ścieli gęsto, a u nas trupów nie za wiele (chociaż prezydent Gdańska był bez wątpienia ofiarą politycznej nagonki, a liczne samobójstwa skazanych na głodowe emerytury byłych funkcjonariuszy są tego przykładem), ale nie wykluczone, że może być ich więcej.
Szczerze
Szczerze
Jestem właśnie po lekturze zapisków i komentarzy, swego rodzaju dziennika, jaki Donald Tusk opublikował po zakończeniu swojej pięcioletniej „przygody” na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Na ponad czterystu stronach, okraszonych okolicznościowymi zdjęciami, Donald opisuje swoje fascynacje, przeżycia, sukcesy, porażki i rozczarowania związane z wypełnianiem tej ważnej funkcji. Czy się komuś Donald Tusk podoba czy nie to powinniśmy być dumni, że Polak, po raz pierwszy w historii zajął tak wysokie i prestiżowe stanowisko w międzynarodowych, świeckich strukturach (pomijam JP II, który był papieżem).