Kaszuby i Kaszubi

07 listopada 2011r. | Drukuj

Część badaczy twierdzi, że nazwa Kaszuby oznacza po prostu ludność mieszkającą na mokradłach i pośród szuwar, których przecież na Pomorzu nie brakuje. Wielu etnografów przypuszcza jednak, że ta dziwna nazwa pochodzi od określenia noszonych przez tutejszą ludność „podkasanych” szat: kasać huby czyli podkasać fałdy.

Niewykluczone jednak, że nazwa ta jest obca i przywędrowała na Kaszuby z innego regionu Europy. Nic dziwnego, że z powodu Kaszubów niejeden badacz i etnograf rwał sobie włosy z  głowy. Do dziś nie udało się wiarygodnie dowieść skąd wzięła się nazwa tej grupy etnicznej, ani też co ona oznacza. Wiemy za to, że przywędrowała na dzisiejszy obszar Kaszub z Pomeranii, czyli z zachodu. Po raz pierwszy słowo Cassubie pojawiło się w połowie XIII w. na pieczęci książęcej władców Pomorza Zachodniego. Od tamtej pory wiele europejskich rodzin królewskich i książęcych używało tytułu księcia kaszubskiego i wendyjskiego. Nawet dzisiejsza Królowa Danii Małgorzata II używa między innymi tytułu księżnej Wenedów i Kaszubów! Zdaniem historyków znaczenie nazwy Kaszuby zatarło się w pamięci mieszkańców już w średniowieczu. Wiadomo natomiast, że od XIII w. Kaszubami nazywano ludność pochodzenia słowiańskiego mieszkającą na obszarze całego Pomorza Zachodniego, od Szczecina po Słupsk, a częściowo także na terenie Pomorza Wschodniego. W XVI w. ludność mówiąca po kaszubsku mieszkała głównie na Pomorzu Środkowym – na ziemi Słupskiej, Sławieńskiej i części Koszalińskiej. Na Pomorzu Gdańskim książęta nie nosili tytułów „kaszubskich”, zaś Kaszubami nazywali ludność zamieszkującą tereny na zachód  od Gdańska, właśnie w regionie Słupska i Sławna (z Bytowem i Lęborkiem), który przez długi czas stanowił niewielkie, ale odrębne księstwo pomorskie (1368-1478). Wówczas też, równolegle, funkcjonowały dwie nazwy: Kaszubi i Wenedowie. Przypuszczalnie były one używane na określenie tej samej ludności, lub blisko spokrewnionych grup etnicznych. Co ciekawe dzisiejsi Niemcy, którzy pochodzą z Pomorza, nierzadko przyznają się do swego wendyjskiego (ale nie kaszubskiego) rodowodu.

fot. powiatbytowski.pl

Etnografowie zwykli dzielić Kaszubów na Wschodnich i Zachodnich (Wenedowie). Ci ostatni, ze zrozumiałych przyczyn, przez wieki byli silniej poddawani germanizacji i w większości, po reformacji, przeszli na ewangelicyzm. Także obszar, który zamieszkiwali z każdym stuleciem coraz bardziej się kurczył. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wielu Kaszubów Zachodnich  znalazło się po niemieckiej stronie granicy, szczególnie w okolicach Bytowa, Łeby i Słupska. Sami Niemcy jeszcze na początku lat 30. twierdzili, że na terenach przygranicznych żyje kilkadziesiąt tysięcy osób pochodzenia wendyjskiego. Zresztą ich zdaniem Serbowie Łużyccy (Łużyczanie), którzy żyją w okolicach Budziszyna i Chocieburza (Bautzen i Cottbus) we wschodnich  Niemczech to także Wenedowie. Czy zatem Wenedami Niemcy po prostu nazywali Kaszubów Zachodnich? Czy niemiecka nazwa „Wende” (od: sich wenden, czyli odwrócić, zwrócić się) określa tych, którzy się „odwrócili”, albo „odwróconych”? Na razie nikt tego nie dowiódł.

Historycy twierdzą, że już w średniowieczu Europejczycy używali nazwy Wenedowie dla określenia  wszystkich ludów i plemion słowiańskich, zaś nazwa ta ma się wywodzić z łaciny. Włoski biskup, historyk i podróżnik z Rovini (dziś słynny chorwacki kurort), już w roku 550, w swym dziele „O początkach Gotów” napisał, że na zachód od Wisły, na rozległej przestrzeni żyje bardzo liczny lud Wenedów, którzy są Słowianami…

fot. gk: Gwary główne języka kaszubskiego

Ci Kaszubi, Wenedowie, Słowianie, Słowińcy, mieli niezwykły dar przetrwania. Często otoczeni, całkowicie odcięci od swych krewniaków, zdominowani przez Niemców, nie tracili swej kulturowej tożsamości i przez wieki zachowywali etniczną odrębność.  Swoistą enklawę na pruskim Pomorzu stanowili Kaszubi Nadłebscy, którzy żyli w Smołdzinie, Gardnie i Klukach, a także w Cecenowie, Główczycach i Rowach.W XIX w. rosyjski etnograf Aleksander Hilferding, nazwał ich Słowińcami, bo mówili po „słowięsku”. W rzeczywistości ich rdzennym, choć już wówczas wymierającym językiem był  kaszubski, czyli „słowiański”. Całe Pomorze było w owym czasie  silnie zgermanizowane. Ostatnie nabożenstwa w języku kaszubskim odbywały się tu jeszcze do połowy XIX w., zaś później ich zakazano. Owi Słowińcy, którzy najdłużej i najwytrwalej pielęgnowali kaszubskie tradycje i język, pewnie  przewracają się w grobach słysząc przekazywane do dziś (także przez niektórych etnografów) dyrdymały o „wymarłej grupie etnicznej”, „zapomnianym ludzie” i „Pomorzu Słowińskim”.W czasach PRL-u władza ludowa chętnie promowała teorię Słowińców, którzy „nie byli Kaszubami”, lecz „słowiańską grupą etniczną, wytępioną przez Germanów na piastowskim Pomorzu”. Sami Kaszubi byli bowiem dla komunistów „elementem” mało polskim i nie pasowali do ówczesnej propagandy.

Tak więc powstało o Słowińcach, czyli Kaszubach Nadłebskich, wiele prac naukowych – mniej i bardziej rzetelnych, powstał także Słowiński Park Narodowy i Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. Jednak właśnie w tychże słynnych Klukach, gdzie po wojnie mieszkało kilkuset autochtonów, władza ludowa wytrzebiła ostatnich Słowińców, dokonując na bezbronnej ludności gwałtów, rabunków i wreszcie wysiedlając niemal wszystkich Kaszubów do Niemiec. Przyczyna prześladowań była jasna: w 1945 r. Słowińcy mówili tylko po niemiecku.

Z czasem obszar zamieszkiwany przez ludność kaszubską  przesunął się na wschód, w kierunku wybrzeża gdańskiego. Dzisiaj Kaszubi zamieszkują większą część województwa pomorskiego: od Słupska i Bytowa na zachodzie po Puck, Gdańsk i Starą Kiszewę na wschodzie oraz od wybrzeża Bałtyku – od Ustki po Hel – aż do Chojnic na południu. Warto tu wspomnieć, że dzięki reformie administracyjnej kraju, z początkiem roku 1999 wszyscy Kaszubi, po raz pierwszy od wielu stuleci, znalezli się w jednym, jednolicie administrowanym regionie. Można by więc rzec, że doczekali się wreszcie własnego „kraju”. Teraz Kaszubi domagają się nawet zmiany nazwy województwa z „pomorskiego” na „kaszubsko-pomorskie”. Rdzennej ludności z kaszubskim rodowodem naliczono w ostatnich latach ponad 300 tysięcy. Jednak mieszkańcy regionu twierdzą, że do kaszubskich tradycji, zwyczajów i kultury przyznaje się co najmniej pół miliona osób. Ten „przyrost” potwierdzają między innymi badania przeprowadzone przez socjologów na Ziemi Bytowskiej. Niegdyś był to region rdzennie kaszubski, jednak do 1945 roku pozostawał w granicach Niemiec. Tuż po wojnie władze PRL zmusiły ludność niemiecką do opuszczenia miasta i okolicznych wsi. W ciągu następnych trzech lat  Bytowszczyznę zasiedlono Polakami z centrum kraju i z Kresów Wschodnich, Ukraińcami przywiezionymi na Pomorze w ramach „Akcji Wisła” oraz Kaszubami z sąsiednich powiatów. Ci ostatni stanowili wówczas zaledwie 20% tamtejszej ludności. Kaszubi okazali się jednak grupą niezwykle silną kulturowo i w ciągu zaledwie półwiecza zdołali zasymilować większość pozostałych przybyszów. Dziś ponad 60% mieszkańców Ziemi Bytowskiej przyznaje się do kaszubskich tradycji i w większości mówi po kaszubsku.

Stolicą Kaszub jest dziś Gdańsk. Tam ma swą główną siedzibę najpotężniejsza w regionie organizacja – Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Powstała ona w 1956 r., a dziś liczy ponad 7 tys. członków i jest nie tylko najpotężniejszą organizacją kaszubską, ale także największą na Pomorzu. Posiada między innymi Dom Kaszubski w Gdańsku oraz wydaje najważniejsze kaszubskie pismo – miesięcznik „Pomerania”. W Gdańsku odbywają się najważniejsze zjazdy i konferencje, wydawane są kaszubskie pisma i książki. Warto jednak zauważyć, że etnicznie największym kaszubskim miastem jest Gdynia, w której mieszka 70 tys. Kaszubów (prawie 30% mieszkańców). Nie zmienia to faktu, że także inne kaszubskie miasta od dawna aspirują do miana stolicy Kaszub, na przykład Kartuzy, czy Kościerzyna, która  w czasie zaboru pruskiego uchodziła za centrum kulturalne Kaszubów i główny przyczółek kaszubskiego oporu przeciw germanizacji.

Wiersz Maryli Wolskiej:

 

Siedem miast od dawna

Kłóci się ze sobą,

Które to jest z nich

Wszech Kaszub głową:

Gdańsk – miasto liczne,

Kartuzy śliczne,

Święte Wejherowo,

Lębork, Bytowo,

Cna Kościerzyna

I Puck – perzyna.

Ponad 150 tysięcy Kaszubów żyje  za granicą. Pierwsi wyemigrowali już w drugiej połowie XIX w., głównie do USA, uciekając przed nędzą i postępującą germanizacją. Potem Polonia pomorska osiedlała się także w Brazylii i Kanadzie – szczególnie w okolicach Barry’s Bay, które jako żywo przypominają Szwajcarię Kaszubską. Dziś najwięcej Kaszubów żyje w Niemczech: w Westfalii oraz Hamburgu i Bremie. Większość z nich co roku  odwiedza rodzinne strony, toteż  latem w niektórych kaszubskich wsiach w niemal każdym podwórku stoją samochody z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. W czasie wakacji nie ma się zatem co dziwić spotykając w słabiej „zmotoryzowanych” zakątkach Kaszub więcej niemieckich samochodów niż polskich.  Polonia kaszubska z całego świata  spotyka się co roku latem na słynnym już zjeździe w Kaszubskim Uniwersytecie Ludowym w Starbieninie.

fot. gk: Kaszubskie grupy lokalne

 

Kaszubski dzień powszedni.

Sami Kaszubi twierdzą, że zające są u nich wyższe od żyta, więc gdy kicają przez pola, głowy wystają im z nad kłosów. Jest w tym sporo prawdy: ziemia jest tu słaba, nieurodzajna i trudno jest wyżyć na Kaszubach z rolnictwa. Co ciekawe, mimo to Kaszubi rzadko się skarżą i nigdy nie uczestniczą w zbiorowych protestach, czy popularnych w ostatnich latach blokadach dróg. Kaszuba nie ma czsasu na protesty, bo ma dużo roboty – można się tu dowiedzieć. Tak jest od zarania dziejów. Kaszubi są pracowici, zaradni, schludni i jak mało kto kochają swoją ziemię. Pewnie dlatego tak trudno jest tu kupić działkę, nie wspominając o ziemi uprawnej. Ten kto sprzedaje i parceluje  gospodarstwo, w wielu zakątkach Kaszub nadal jest uznawany za grzesznika i łotra. Kaszubską zaradność i pracowitość widać na każdym kroku – wystarczy porównać tutejsze wsie i miasteczka z miejscowościami z innych regionów.

Kaszubi wykorzystują pod uprawę każdy skrawek ziemi. Na stromych zboczach wzniesień Szwajcarii Kaszubskiej zbóż nie uprawia się prawie wcale, za to ścielą się tu malownicze pastwiska ze stadami owiec i bydła. Ponad 3 tys. tutejszych gospodarstw rolnych, w myśl kryteriów Unii Europejskiej, uznano za gospodarstwa górskie. Kaszubscy „górale” mogą zatem spodziewać się specjalnej pomocy finansowej. W starej UE jest ona przyznawana wszystkim rolnikom uprawiającym ziemię na tak zwanych terenach upośledzonych. Są to między innymi pola i łąki na stromych zboczach, których kąt nachylenia wynosi co najmniej 11 stopni. Na terenie Szwajcarii Kaszubskiej, pomiędzy Bytowem i Kartuzami, kilkanaście procent rolników może starać się o subwencje z tego tytułu.

Wielu Kaszubów, wzorem swych przodków, poza rolnictwem utrzymuje się także z rybołówstwa. Nic w tym dziwnego, skoro w regionie jest kilkanaście tysięcy jezior i stawów. Takich, które mają obszar powyżej hektara naliczono ponad tysiąc. Łowi się tu przede wszystkim leszcze, płocie, sieje, sielawy, okonie, węgorze, liny, szczupaki, sandacze, a nawet trocie. Niegdyś ryby z kaszubskich jezior sprzedawano na tradycyjnych targach w Gdańsku, Pucku czy Słupsku. Dziś smakosze i handlowcy przybywają co rano na liczne w regionie przystanie rybackie, by na miejscu kupić tanią i świeżą rybę. W sezonie jest to oczywiście wielka frajda dla turystów.

Zarówno na wybrzeżu Bałtyku, jak i na pojezierzu, mężczyźni trudniący się rybołówstwem budowali jeszcze na początku XX w. charakterystyczne szałasy i budy rybackie. Dla rybaków były one noclegownią i schronieniem w czasie niepogody w okresie przybrzeżnych połowów na morzu jak i na jeziorach. Szałasy były sporych rozmiarów i mogły pomieścicić kilkunastu rybaków. Wewnątrz miały prycze i palenisko. Na pobrzeżu kaszubskim, jeszcze u schyłku XIX w., istniało kilkaset takich szałasów. Największe ich skupisko było w Boleńcu koło Łeby, zwanym kaszubską siczą. Rybacy z Kaszub przyjeżdżali tu zazwyczaj na dwa letnie miesiące, by łowić morskie ryby. Jak niesie wieść, do Boleńca wstęp mieli wyłącznie mężczyźni i nawet krótkie odwiedziny żon i dzieci były nie do pomyślenia. Grupa rybaków w Boleńcu była jedną z  popularnych w regionie maszoperii. Podobne wspólnoty powstawały już XV w. i były czymś w rodzaju pierwszych spółdzielni rybackich. Do maszoperii, którą rządził szyper, należeli zazwyczaj członkowie kilku zaprzyjaźnionych rodzin. Udziały w spółce były dzielone wedle wkładu pracy i posiadanego sprzętu – łodzi oraz sieci. Zgodnie ze zwyczajem, tajemnicą pozostawało kto z kim i do jakiej maszoperii należy. Raz do roku rybacy obchodzili swoje święto i ewentualnie przyjmowali do spółki nowych udziałowców, oczywiście obficie przy tym popijając sznapsa lub kornusa (chodzi o ten sam trunek). Zresztą powszechnie wiadomo, że Kaszubi lubią wypić, a jeśli piją, na pewno nie jest to wino.

fot. gk: Odrestaurowana checz

Kaszubi nauczyli się także żyć z turystyki. Szczególnie w ostatnich latach powstały liczne pensjonaty, hotele, nowe kąpieliska i zaplecze gastronomiczne. Jak grzyby po deszczu pojawiły się gospodarstwa agroturystyczne, stadniny koni, przystanie kajakowe i przyzwoite pola biwakowe i namiotowe. Na pojezierzu prawdziwym hitem turystycznym stała się znana od dawna Szwajcaria Kaszubska, którą pierwsi turyści poznawali już… sto lat temu. To bez wątpienia najbardziej malownicza część Kaszub. Pierwotnie nazywano tak okolice Kartuz. Dziś Szwajcarią Kaszubską określa się zazwyczaj cały powiat kartuski oraz część kościerskiego i bytowskiego.

Ta przepiękna kraina sięga od Parchowa na wschodzie do Żukowa na zachodzie, oraz od Kamienicy Królewskiej i Mirachowa na północy po Kościerzynę na południu. Badacze dowodzą, że nazwa Szwajcaria Kaszubska pojawiła się już pod koniec ubiegłego stulecia. Pierwszym, który jej użył miał być ks. Jakub Fankidejski (Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego 1880-1902). Wkrótce nazwy tej zaczęli używać także Niemcy : Die Kassubische Schweiz. Już w latach 30., dzięki polskim i niemieckim przewodnikom turystycznym, określenie znane było w całej Europie.

Turystyka rozwija się prężnie także w najmniejszych osadach, które położone są nad jeziorami. Chłopi zaczęli po prostu otwierać kwatery dla letników. Czasem dzięki wizytom turystów sami zyskali pierwszą prawdziwą łazienkę. W regionie jest bowiem wiele skromnych gospodarstw, gdzie nie wyszły jeszcze z użytku tradycyjne wychodki stojące na środku podwórka, piece kaflowe i kuchnie ogniowe, w których trzeba spalić parę szczap drewna, by zagotować wodę na herbatę.  Ale z tego „zacofania” wynikają też zalety – przywiązani do takiego trybu życia Kaszubi tradycyjnie przygotowują wiele pysznych przetworów, na przykład okrasę, półgęski, czy pyszną liberkę. Robią również nalewki i wypiekają w domu chleb. Kto trafi pod taki dach – nie pożałuje!


Opublikowano w: Nasze Kaszuby
Tagi: ,

Zapraszamy ponownie na www.gazetakaszubska.pl
Kontakt: [email protected]


Warning: Use of undefined constant rand - assumed 'rand' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/umedia/domains/gazetakaszubska.pl/public_html/wp-content/themes/gk02/functions.php on line 133
Czytaj także

Komentarze do artykułu: 3 (dodaj własny »):
  1. Bobik pisze:

    Dzięki za serię ciekawych artykulików ;-)

  2. Bobik pisze:

    „Kaszubami nazywano ludność pochodzenia słowiańskiego mieszkającą na obszarze całego Pomorza Zachodniego, od Szczecina po Słupsk, a częściowo także na terenie Pomorza Zachodniego.” – nie powinno być „a częściowo także na terenie Pomorza Wschodniego”? ;-)

  3. postr pisze:

    Dzięki za uwagę – już poprawione! Pozdrowienia od GK :)

Dodaj komentarz