W Moskwie wygraliśmy - GazetaKaszubska.pl

W Moskwie wygraliśmy

Tym razem przebywając w Moskwie, z grupą przyjaciół, wziąłem udział w głosowaniu w tamtejszej ambasadzie. Zaopatrzeni w zaświadczenia upoważniające do wypełnienia obywatelskiego obowiązku stanęliśmy przed komisją nieco zdziwioną, że taka duża grupa pojawiła się. Ale wszystko poszło gładko, nawet z możliwością uwiecznienia tej czynności na fotografii, czego nie mogłem uczynić głosując w 2007 roku w Delhi. Poza nami z rzadka podchodziły pojedyncze osoby. Na 296 głosujących w tym punkcie 169 oddało głos na KE, 43 na PiS, 41 na Wiosnę i 19 na narodowców.
W Moskwie wygraliśmy Jan Król
 
Polityk, poseł kilku kadencji, przedsiębiorca.
01 czerwca 2019r.

Ale nadszedł wyborczy wieczór i sytuacja zaczęła się odwracać, aby do rana odwróciła się na dobre. PiS został bezdyskusyjnym zwycięzcą europejskich wyborów. Moskwa nie powtórzyła się w kraju.

Do szału doprowadzają mnie komentarze, i to z mediów niby wspierających opozycję, mówiące o druzgocącym zwycięstwie PiS i sromotnej porażce opozycji (KE + Wiosna). Uzasadnione jest, moim zdaniem, mówienie o wygranej PiS i przegranej opozycji. Bo przecież gdy zsumuje się uzyskane procenty, ilość mandatów oraz liczbę głosujących to: PiS otrzymał 45,38%, 27 mandatów, a zagłosowało nań 6 mln 192 tys. osób.  Z kolei wynik KE i Wiosny to odpowiednio: 44,53%, 25 mandatów i 6 mln 76 tys. głosujących. Wówczas widać, że różnica między PiS i antypis jest minimalna.

Niezmordowany senator Marek Borowski napisał na Twitterze: „Mozolnie przeliczyłem głosy w 13 okręgach do PE na głosy w 41 okręgach do Sejmu. Wynik : PiS – 253, KE – 197, Wiosna – 91, Mn. Niem. – 1. Gdyby Wiosna poszła w koalicji z KE to: PiS – 236, KE – 223, Mn. Niem. – 1. Tak więc wiele nie brakuje! Nic jeszcze nie jest stracone! Nie klękać, nie jęczeć, nie szukać winnych, a przede wszystkim nie dzielić się”. Święte słowa!

Obóz proeuropejski i prodemokratyczny jakby stracił wiarę w siebie. Jest potrzebny konstruktywny wkurw, mówiąc dosadnie, który był obecny podczas wielkich pamiętnych manifestacji przeciw łamaniu Konstytucji czy w obronie niezależności sądownictwa. Oczywiście, że obóz rządzący ma trzy mocne atuty w ręku: rozdawnictwo pieniędzy, Kościół przestraszony swoimi problemami i media publiczne z TVP na czele. A mimo to wyborcza równowaga, z przewagą dla PiS, utrzymuje się. Potwierdza to moją tezę wypowiadaną w tych komentarzach, że trwały podział w społeczeństwie to około 30% : 30% twardych elektoratów. Walka toczy się o mniej więcej 10% biorących udział w wyborach. A te wszystkie badania opinii publicznej, nie mówię, że należy wyrzucić do kosza, ale trzeba mieć do nich ogromny dystans. Również wiele wypowiedzi tzw. autorytetów mówiących, że PiS stracił od ostatnich wyborów parlamentarnych w 2015 roku około jednego miliona zwolenników można o kant d…y potłuc. Przepraszam za te słowne, podwórkowe formuły, ale jestem trochę zdenerwowany.

Indywidualnymi zwycięzcami okazali się: Beata Szydło (525 tys. głosów), Jerzy Buzek (422 tys.), ale także Bartosz Arłukowicz, Róża Thun, Patryk Jaki czy Elżbieta Łukaciejewska jako kandydatka KE w bardzo trudnym Podkarpaciu, startująca z ostatniego, 10 miejsca. Wielu z wyborców dostrzegało w kandydatach swoje zwierciadlane odbicie. A więc tacy wybrańcy jacy ich zwolennicy. Mówi się też, że taka władza jakie społeczeństwo więc na taką, a nie inną władzę zasługuje. Tylko, że nastroje i sympatie społeczne zmiennymi są i o tym aspirujący do rządzenia winni pamiętać.

Odnotowania warta jest dwukrotnie wyższa frekwencja (45,68%) w stosunku do poprzednich wyborów do PE. Ale okazuje się, że wyższa frekwencja wcale nie oznacza automatycznie wyższego poparcia dla którejkolwiek formacji. Ważne jest która z walczących stron zmobilizuje większą liczbę swoich zwolenników. I w tej rywalizacji PiS okazał się, tym razem, skuteczniejszy.

I co dalej? Są co najmniej trzy scenariusze rozwoju wypadków. 

Pierwszy to utrzymać szeroką koalicję wszystkich demokratycznych, proeuropejskich, prorynkowych, wrażliwych społecznie środowisk łącznie z pozarządowymi i samorządowymi. Jest problem z PSL-em i Wiosną, których liderzy zadeklarowali, że nie chcą iść razem. Ale arytmetyka, szczególnie przy metodzie d’Hondta liczenia głosów i mandatów, jest bezlitosna. I muszą te partie zadać sobie pytanie: czy ważniejszy jest dla nich praworządny kraj, czy własny partykularny interes? Warto pokusić się o program bazowy, bez uszczerbku dla już realizowanych transferów socjalnych, nośne hasła, wiarygodnych kandydatów i sprawnych członków wyborczego sztabu. Powinien też powstać zespół analityczno-programowy z, na przykład, cytowanym już wyżej Markiem Borowskim na czele.

Drugi zakreślił w TVN 24 bis Andrzej Olechowski. Powstają trzy bloki: PO + SLD + Nowoczesna + Zieloni + Inicjatywa Polska; PSL ze swoimi zwolennikami oraz Wiosna + Razem + Unia Pracy jako nowa lewica. Szansa na wygraną z PiS jest siłą rzeczy mniejsza, ale ambicje i programy poszczególnych ugrupowań są uwzględnione. Poza dyskusją natomiast winno być wystawienie przez antypis wspólnych kandydatów do Senatu.

I trzeci wariant. Opozycja odpuszcza nadchodzące wybory i czeka aż PiS wykrwawi się wobec oczekiwania nowych i coraz sutrzych pieniężnych transferów kierowanych bezpośrednio do wyborców. Korupcja polityczna kwitnie, ale ten worek z pieniędzmi nie jest bez dna. Kościół traci autorytet, a ludzie zaczynają mieć dość partyjno-rządowej propagandy. I wówczas jest szansa, że w 2023 roku opozycja obejmie władzę. Ale czy wówczas będzie jeszcze na tyle silna aby o niej pomarzyć?

Jan Król, 1 czerwca 2019.


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: