Dla porządku warto przypomnieć, że w znowelizowanej ustawie wprowadzono karanie (do 3 lat więzienia) za „publiczne i wbrew faktom przypisywanie Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę zbrodnie” oraz za „zaprzeczanie zbrodniom nacjonalistów ukraińskich”. Zapisy te wywołały ostry sprzeciw premiera i Knesetu, prezydenta i parlamentu Ukrainy, departamentu stanu USA oraz wielu liczących się środowisk opiniotwórczych. Wszyscy zwrócili uwagę, że tak sformułowana groźba karania może ograniczyć pole badań i dyskusji dotyczących zagłady Żydów oraz relacji pomiędzy Polakami i Ukraińcami podczas II wojny światowej.

A wszystko wyglądało początkowo tak niewinnie. Inicjatorom nowelizacji chodziło ponoć o zablokowanie używania, jako nieprawdziwego, sformułowania: „polskie obozy śmierci” (polish death camps), którego nikt poważny nie przytacza, a pojawiające się od czasu do czasu w jakiejś zagranicznej publicystyce były monitorowane i prostowane. Najczęściej używane było z ignorancji, a nie ze złej woli, chociaż i takie przypadki zapewne miały miejsce. A wyszło jak zwykle. Bezprecedensowa awantura w którą polski rząd wraz z Sejmem, Senatem, prezydentem, zapewne nie tylko za przyzwoleniem, ale i zachętą Prezesa, brnie, jakby miał oczy zawiązane czarną przepaską, nie ma końca. Absurd całej tej sytuacji polega na tym, że próba eliminacji niekiedy używanego przez niedokształconych ludzi sformułowania o „polskich obozach śmierci (zagłady)” zaowocowała zasadnym podejrzeniem, że idzie o karanie za przypisywanie Polakom udziału w Holocauście. A prawda jest taka, że obok 6200 bohaterskich rodaków, uhonorowanych tytułem „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, istniała niemała liczba tych, którzy mają na sumieniu bezpośredni lub pośredni udział w udowodnionej śmierci co najmniej 50 tysięcy Żydów. Doczekamy się zatem niedługo sytuacji, w której obok obok listy chwały będzie lista hańby (ciekawe jak długa?). Aktualnie wytworzona została sytuacja, że to obraźliwe dla Polaków sformułowanie ukazało się w milionowych, a nie pojedynczych, odsłonach.

I zamiast w spokoju i w przyjaźni, jak miało to miejsce dotychczas, wspólnie badać tragiczne dzieje narodu polskiego, żydowskiego i ukraińskiego podczas II wojny, będziemy mieli polityczną walkę prowadzoną w atmosferze nieufności, a może i wrogości, podsycaną przez politycznych hochsztaplerów. W ten oto sposób rzekomo „lepsze staje się wrogiem dobrego”. Póki co pisowska część Polski idzie w zaparte i próbuje dowieść światu jak to jesteśmy krzywdzeni, a przecież byliśmy tak dzielni. Rzecz w tym, że historia stosunków polsko-żydowskich i polsko-ukraińskich jest bardziej złożona i wymaga pochylenia się nad nią w ciszy i pokorze w oparciu o udokumentowane fakty.

Z niecierpliwością i ciekawością oczekiwałem stanowiska Niemiec. I nie zawiodłem się. Minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel oświadczył jednoznacznie: „Nie ma najmniejszej wątpliwości, kto jest odpowiedzialny za obozy zagłady i kto zamordował w nich miliony Żydów – to Niemcy. To nasz kraj i nikt inny popełnił to zorganizowane, masowe morderstwo. Pojedynczy kolaboranci niczego tu nie zmieniają”. To jednoznaczna i mocna wypowiedź. Niemcy nie boją się prawdy o swojej roli w czasie II wojny. Nie bójmy się więc i my prawdy nie tylko o naszych bohaterach, ale i o nikczemnikach. A wtedy z jeszcze większą mocą pojawi się nasz heroizm i będziemy mogli z otwartą przyłbicą, bez potrzeby podpierania się kodeksem karnym, spoglądać w oczy i Żydom i Ukraińcom i Niemcom. W takiej Polsce chciałbym żyć i umrzeć.

Pewna nadzieja w powstrzymaniu tego szaleństwa pokładana była w Andrzeju Dudzie. Niestety prezydent zdecydował się podpisać ustawę i skierować ją do ubezwłasnowolnionego Trybunału Konstytucyjnego. W ten sposób potęguje polityczny konflikt i dalszą międzynarodową izolację naszego kraju. Jak dotychczas przyjęte zmiany ustawowe poparł niesławny Ramzan Kadyrow – namiestnik prezydenta Putina w Czeczeni, gdy tymczasem on sam, z wszystkimi szykanami, podejmował premiera Izraela Netanjahu.

W ten oto sposób znaleźliśmy się na niebezpiecznym zakręcie naszej historii, z którego bardzo trudno będzie wyjść na prostą.

Jan Król, 07.02.2018.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.