„Inka”– są sprawy ważniejsze niż śmierć” - GazetaKaszubska.pl

„Inka”– są sprawy ważniejsze niż śmierć”

Skorzystałem z zaproszenia mojego kolegi Jacka Frankowskiego – leśnika z wykształcenia, uprawiającego jednak zawód rysownika oraz dokumentalisty – do obejrzenia wyreżyserowanego i wyprodukowanego przez niego filmu zatytułowanego: „Inka” – są sprawy ważniejsze niż śmierć”.
„Inka”– są sprawy ważniejsze niż śmierć” Jan Król
 
Polityk, poseł kilku kadencji, przedsiębiorca.
12 marca 2017r.

Film poświęcony został pięknej postaci „Inki” – Danucie Sędzikównej, skromnej dziewczynie z Podlasia, która w wieku 15 lat przystąpiła do partyzanckiego oddziału, skończyła kurs sanitariuszki i w takiej roli walczyła z wrogiem.  A po wojnie nadal związana była, jako łączniczka, z oddziałem Zygmunta Szendzielarza – „Łupaszki”, który nie złożył broni mimo rozkazu dowództwa AK i kontynuował walkę, tym razem z rzecznikami nowego ustroju, który zawitał nieproszony do naszego kraju. Skończyła tragicznie. Gdy pojechała po lekarstwa do Gdańska została aresztowana, a po sfingowanym procesie skazana na śmierć i rozstrzelana. B. Bierut nie zastosował prawa łaski, o którą zwrócił się do niego jej obrońca, bo sama nie chciała tego uczynić. Ciekawym, a zarazem tragicznym jest fakt, że zabita została dopiero strzałem w głowę oddanym przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ponieważ żaden ze strzelających egzekutorów nie celował do niej. W grypsie przekazanym krótko przed śmiercią napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Skierowała te słowa do babci ponieważ jej rodzice już nie żyli. Obydwoje odeszli w 1943 roku. Ojciec zmarł w Teheranie, gdzie z Rosji, jako zesłaniec, dotarł do Armii Andersa, a matka została rozstrzelana w lesie przez Gestapo, za współpracę z AK. Dzisiaj „Inka” tworzy panteon tzw. „żołnierzy wyklętych”, którym należną im cześć oddajemy.

ALE! Właśnie to „ALE!” zawitało do mojego umysłu podczas i po obejrzeniu filmu. Wyobraźmy sobie, że większość Polaków po tragedii II wojny przyjmuje szlachetną postawę walki z wprowadzającymi komunizm rodakami i sowietami. Niewyobrażalna rzeź by nastąpiła i nie zginęłoby 30 tys. walczących ze sobą, a powiedzmy kolejne 3 miliony. Naród rzeczywiście straciłby wówczas zdolność do istnienia i stalibyśmy się kolejną republiką Kraju Rad.

Dlatego, gdy „Inka” i jej podobni szlachetnie ginęli, inni jak np. Bolesław Piasecki, z którym miałem okazję przez 6 lat (1973-1979) współpracować,  dowodzący Uderzeniowymi Batalionami Kadrowymi (UBK) na Wileńszczyźnie i Podlasiu, a aresztowany przez NKWD w 1944 roku, podejmuje ze swoimi prześladowcami negocjacje. Ma świadomość, że nowa polityczna rzeczywistość skazuje nas na co najmniej 50 lat ograniczonej suwerenności. Dokonuje politycznego, a nie agenturalnego, wyboru współpracy z władzą komunistyczną. Po 7 miesiącach wychodzi na wolność i uzyskuje zezwolenie na wydawanie pisma zatytułowanego „Dziś i Jutro”, którego pierwszy numer ukazał się 25 listopada 1945 roku. Podobne stanowisko zajmuje Kościół. Pod skrzydłami kard. Adama Sapiehy pojawia się „Tygodnik Powszechny” ukazujący się do dziś. Te środowiska uznają nową rzeczywistość i próbują znaleźć w niej miejsce, nie tylko dla siebie, ale i dla milionów Polaków, głownie katolików, płacąc za to niejednokrotnie wysoką cenę. Ze środowiska ”Dziś i Jutro” zrodziło się Stowarzyszenie Pax, mające w swoim dorobku m.in. ponad 30 milionów wydanych książek z szeroko rozumianej kultury chrześcijańskiej. Stanowiło ono też m.in. azyl dla żołnierzy AK. W tamtym, jakże okrutnym, czasie kard. Stefan Wyszyński zwany Prymasem Tysiąclecia zapisywał, w październiku 1952 roku, w „pro memoria” na kanwie spotkania z redakcją „Tygodnika Powszechnego”: „Wydaje mi się, że ludzie tego typu, co pan Bierut, szczerze są zatroskani o los Polski”. I w innym miejscu: „Jeśli Bóg od nas zażąda jeszcze raz męczeństwa krwi nie odmówimy. Ale wydaje mi się, że ideałem na czasy dzisiejsze musi być raczej „umiejętność życia dla Kościoła i Polski”, niż umiejętność umierania.  Bo, że umierać umiemy, za Kościół i Polskę, to już pokazaliśmy….”.

Mój ojciec – Edmund Król, po udziale na wojnie od jej początku do końca, walcząc na trzech frontach (karpackim, afrykańskim i włoskim) jako liniowy podoficer i oficer wrócił do Polski z Anglii w 1947 r. Wrócił do innej Ojczyzny niż ta o której marzył i o którą walczył. W jego wojskowej karcie ewidencyjnej widnieje zapis „Wróg Polski Ludowej”. Ojciec zajął się więc pracą organiczną i rodziną. Z kolei mój wujek, brat mamy – Józef Bogaczewicz, leśniczy, wywieziony przez Rosjan, wraz z żoną, 4-ro letnim synkiem i swoją matką, a moją babcią, w bezkresne stepy Kazachstanu wstąpił do Armii Kościuszkowskiej (nie zdążył z powodu tyfusu do Andersa) i przeszedł szlak bojowy od Lenino do Berlina. Po zakończeniu wojny pozostał w Ludowym Wojsku Polskim i dosłużył się stopnia pułkownika. Można więc powiedzieć, że tworzył zbrojne ramię nowej władzy.

Takie były powojenne losy Polaków. Dramatyczne! Czy komukolwiek z tych, którzy wykazali się bohaterstwem podczas wojny, a po jej zakończeniu dokonywali różnych wyborów, lecz nie dopuszczali się zdrady, można odmówić pamięci, szacunku i uznania? Czynienie zatem z „żołnierzy wyklętych” jedynego wzorca patriotyzmu, co obecnie ma miejsce, jest niesprawiedliwe wobec wszystkich, którzy dowiedli swojego patriotyzmu, ale inaczej postrzegali swoją rolę w powojennej Polsce. Bo rzeczywiście są sprawy ważniejsze niż śmierć. Jest nią życie. A po wojnie biologiczna obrona życia Polaków była naczelnym zadaniem. I rozumieli to ci wszyscy, którzy postanowili żyć, a nie umierać. Chyba, że uznali, iż nie mają innego wyboru. Jak 17-to letnia „Inka”.

Dzisiaj Jarosław Kaczyński, po brukselskiej klęsce 27:1, odmawia Donaldowi Tuskowi , jako przewodniczącemu Rady Europejskiej, prawa występowania pod biało-czerwoną flagą. Dopuszcza się tym samym ogromnego nadużycia, a wręcz nikczemności. O godne miejsce wśród narodów Europy walczyli nasi przodkowie. I ci z okresu II wojny, i ci z opozycji demokratycznej w czasie PRL-u,  i ci z okresu wolnej Polski (Wałęsa, Mazowiecki, Geremek, Skubiszewski, Bartoszewski, Kwaśniewski). I nie Jarosław Kaczyński i jego wyznawcy, a Donald Tusk i jego zwolennicy są obecnie gwarantem tego miejsca. Marzy mi się także, aby któryś z następców Kardynała Stefana Wyszyńskiego zdobył się na odwagę wypowiedzenia tej prawdy.

Jan Król, 13.03.2017.


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , ,
 
Komentarze do artykułu (dodaj własny »).

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu.
Jeżeli masz ochotę, rozpocznij dyskusję.
Skorzystaj z formularza znajdującego się poniżej.

Dodaj komentarz