Zaduszkowe refleksje - GazetaKaszubska.pl

Zaduszkowe refleksje

Kiedy z początkiem stycznia zeszłego roku zmarł nagle jeden z moich przyjaciół (znany mi od dzieciństwa, bo jeszcze nasi ojcowie przyjaźnili się), z którym widziałem się podczas Wszystkich Świętych poprzedzających jego odejście, zacząłem prowadzić listę swoich bliskich i znajomych, których już nie ma pośród nas na tym ziemskim padole. Znalazło się na niej 48 osób (w tym roku dopisałem dziewięć).
Zaduszkowe refleksje Jan Król
 
Polityk, poseł kilku kadencji, przedsiębiorca.
03 listopada 2014r.

Doceniam dzień Wszystkich Świętych nie tylko ze względu na szczególną okazję do wspomnienia zmarłych i do rodzinnych spotkań, ale przede wszystkim na możliwość pogłębionej refleksji o śmierci i umieraniu. A temat był, jest i będzie zawsze żywy przez nieuchronność tego doświadczenia. Z kolei przez swoją nieprzewidywalność co do momentu jego pojawienia się skłania do pozostawania w gotowości na przyjęcie go. „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25: 1-13).

Czy ludzie boją się śmierci? Według dra Tomasza Dzierżanowskiego „najmniej boją się śmierci nie tyle ludzie religijni, co mający bardzo wyraźny, zdecydowanie ugruntowany światopogląd – czyli głęboko wierzący lub zadeklarowani ateiści” („Życie oswaja śmierć”-„Polityka” nr 44/2014). I chyba jest w tej opinii sporo racji. Skoro jednak ci stuprocentowi wierzący i ateiści są w mniejszości to zdecydowana większość lęka się śmierci. Zawiera ona bowiem tę wielką niewiadomą – co po niej? Czy jak chciał Epikur – jak my jesteśmy to nie ma śmierci, a jak jest śmierć to nie ma nas, czy też ta wspaniała symbioza cielesności i duchowości obecna w człowieku powoduje, że będziemy mieli ciąg dalszy, z nadzieją na zmartwychwstanie?

Osobiście bardziej boję się cierpienia towarzyszącego na ogół umieraniu, w którym postęp medycyny ma swój walny udział, bo samą śmierć traktuję raczej jako wyzwolenie, bez względu na to co po niej następuje. Ale tak czy inaczej warto godnie, przyzwoicie i w zgodzie z własnym sumieniem żyć gdyż, i znów powołam się na zdanie osób towarzyszących umierającym na co dzień – jakie życie takie na ogół umieranie.

Mamy piękny rytuał świętowania zmarłych. Zadbane groby, palące się znicze, spotkania, wspomnienia, zaduma, refleksje, modlitwa. Jednak otwarcie Polski na świat, które doceniamy, przywołuje też inne wzorce kulturowe, dotąd nam obce. Pojawił się bowiem Halloween, rozumiany jako wigilia Wszystkich Świętych. Jest obchodzony głównie w USA, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii. Ma on swoje celtyckie korzenie sięgające początków naszej ery. Symbolizował przywoływanie dobrych i odstraszanie złych duchów. Stąd zwyczaj przebierania się za wampiry, duchy, kościotrupy, czarownice i robienia psikusów przez dzieci, jeśli nie dostaną cukierka od dorosłych (trick or treat). Halloween pozostaje w opozycji do tradycji chrześcijańskiej, ale okazuje się, że w krajach w których jest obchodzony jakoś z nią współżyje. Ciekaw jestem na ile przyjmie się w Polsce. Sam nie jestem jego entuzjastą, może też dlatego, że miałem okazję zobaczyć to z bliska w Kanadzie i Ameryce. Nie lubię horrorów, szkieletów i duchów. Podejrzewam ponadto, że główna inspiracja dla jego popularyzacji, nie tylko zresztą w naszym kraju, posiada merkantylny charakter. Kościół oczywiście wytacza armaty przeciwko Halloween, ale nie jest to skuteczna metoda przeciwstawiania się temu zapożyczeniu. A może przebierańcy i zapalone świeczki w wydrążonych dyniach powinny pojawić się na cmentarzach, tak jak już pojawiły się odpustowe stragany? Byłoby jeszcze barwniej i ciekawiej. Bo przecież dzień Wszystkich Świętych powinien być dniem radosnym.

Jan Król, 01.11.2014.


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: ,
 
Na razie jest tylko jeden komentarz (dodaj własny »):
  1. Andrzej pisze:

    „Podejrzewam ponadto, że główna inspiracja dla jego [halloweenu] popularyzacji, nie tylko zresztą w naszym kraju, posiada merkantylny charakter.” Zacytowałem tę część komentarza Pana Jana, by dodać, że – wbrew pozorom – katolickie Zaduszki są nie mniej, a bardziej merkantylne. Dzięki nim kwitnie biznes produkujący akcesoria, w które wyposażyć się musi w zasadzie każdy, kto odwiedza groby w tym dniu, a Kościół jako taki również – choć nie bezpośrednio – wykorzystuje ten dzień, by uprawiać swój biznes jako gigantyczna (jedna z największych?) ponadnarodowa korporacja produkująca i sprzedająca swój najważniejszy (jedyny?) towar – NADZIEJĘ. Kończę oświadczeniem, że nie jestem ateistą (czyli osobnikiem wyznającym wiarę przeciwstawną chrześcijańskiej), lecz wyznawcą (!) Rozumu, a ten stwierdza: nikt nie jest w stanie udowodnić, że to, co nazywamy Bogiem istnieje lub nie istnieje.

Dodaj komentarz