A ja lubię - GazetaKaszubska.pl

A ja lubię

Będąc przy jakiejś okazji w Empiku wzrok mój zatrzymał się na zdjęciu, a potem na tytule książki Bronisława Wildsteina: „Demokracja limitowana – czyli dlaczego nie lubię III RP”. Generalnie znam poglądy autora, a szczególnie jego mało odpowiedzialny wyczyn w postaci opublikowania, swego czasu, w „Rzeczpospolitej” nie zweryfikowanej listy prawdziwych i rzekomych agentów SB. Szczególnie zainteresował mnie jednak ten drugi człon tytułu wzięty z jednego z rozdziałów książki.
A ja lubię Jan Król
 
Polityk, poseł kilku kadencji, przedsiębiorca.
10 marca 2014r.

Można, pomyślałem, nie zgadzać się z rozwiązaniami przyjętymi w III RP, może ona w wielu przypadkach denerwować i doprowadzać do szewskiej pasji, na pewno nie stanowi żadnego ideału. Ale żeby aż nie lubić III RP! To tak jakby przez nielubienie paru osób nie lubić ludzi w ogóle. Moim zdaniem nie lubienie III RP to tak jakby nie lubić Polski jako takiej. B. Wildstein zapewne odwróciłby kota ogonem i powiedziałby, że Polskę to on lubi, ale ta III RP zalazła mu strasznie za skórę i dlatego właśnie nie darzy ją sympatią. Pożałowałem więc 34,90 zł i książkę kupiłem aby dowiedzieć się konkretnie dlaczego zasłużony dla naszej wolności człowiek (działacz NZS-u, współtwórca i autor podziemnej prasy, aktywny polityczny emigrant w latach 1982-90) nie lubi III RP do której wrócił i której od pewnego czasu dokłada.

Autor łaskawie odnotowuje, że aktualny „stan Polski jest bez porównania lepszy niż w czasach PRL-u. Mamy niepodległość i formalną demokrację, a gospodarka się rozwija”. Cóż go zatem tak uwiera, że nie darzy pozytywnym uczuciem III RP? Stwierdza więc, że rząd T. Mazowieckiego był lękliwy i nie stworzył nowego porządku. Wielkie zmiany ustrojowe i gospodarcze kwituje jednym zdaniem. Boleje, że na licznych stanowiskach, głównie w wymiarze sprawiedliwości, pozostali ludzie rodem z PRL. Zarzuca III RP zgodę na uwłaszczenie nomenklatury wywodzącej się też ze służb specjalnych. W konsekwencji, pisze: „Polska, pomimo demokratycznych procedur, stanowi rodzaj oligarchii, czyli władzy nielicznych”. Uchwaloną i zatwierdzoną w ogólnonarodowy referendum Konstytucję uważa za słabą gdyż „władze przeszkadzają sobie nawzajem”. Zarzuca rządzącym lęk przed narodem powodujący „swoistą polonofobię, która kazała negować wszelkie wartości tkwiące we własnym dziedzictwie i uznawać je za przeszkodę w procesie modernizacji”. Ubolewa też nad dewastacją edukacji, kultury i nauki. Słusznie natomiast zwraca uwagę na panoszenie się biurokracji i wstrzymanie w ostatnich latach reform kosztem zadłużania państwa.

Wchodzimy w obchody XXV- lecia  odzyskania ponownie niepodległości i wolności. Warto więc bez emocji próbować spoglądać na bilans minionego ćwierćwiecza.

Otóż B. Wildstein tendencyjnie adresuje swoje pretensje tylko do jednego środowiska wywodzącego się z „Solidarności”, które skupione było wokół Tadeusza Mazowieckiego, „Gazety Wyborczej” i Platformy Obywatelskiej. Wyraźnie nie lubi tego towarzystwa. Czyż nie myli zatem swojego osobistego stosunku do liderów dawnej opozycji demokratycznej ze stosunkiem do III RP? Zapomina, a może tak mu jest wygodnie, że w III RP władzę sprawowali przedstawiciele wszystkich formacji, od lewa do prawa, które uzyskiwały odpowiednie poparcie wyborcze. Po drugie filozofia ustrojowej przemiany, która przyświecała rządowi T. Mazowieckiego, polegała na stworzeniu nowych mechanizmów sprawowania władzy, funkcjonowania gospodarki i życia społecznego, a nie na tropieniu pojedynczych ludzi. Po trzecie autor nie docenia faktu (może przeszkodziła mu w tym wieloletnia emigracja), że w momencie ukonstytuowania się pierwszego niekomunistycznego rządu stacjonowało w Polsce 130 tysięcy żołnierzy radzieckich, byliśmy członkami RWPG i Układu Warszawskiego, a groźba przeróżnych prowokacji wisiała w powietrzu. To nie lęk lecz wielka mądrość ówczesnej ekipy spowodowała, że nie doszło do żadnej tragedii, a Polska ewolucyjnie, przy poparciu części ludzi związanych z poprzednim reżimem, weszła w nową rzeczywistość. Natomiast  przyjęta Konstytucja miała za główny cel równoważenie poszczególnych władz, aby nie zwyciężył autorytaryzm jakiejkolwiek maści. To właśnie taki sposób wybicia się na niepodległość wzbudził uznanie i szacunek na całym świecie.

Podczas ostatniego weekendu obejrzałem muzyczną ekranizację „Nędzników” W. Hugo. Sceny pokazujące barykady na ulicach Paryża wzniesione przez zrewoltowaną młodzież w 1832 roku i poniesione na nich ofiary automatycznie postawiły mi przed oczami barykady kijowskiego Majdanu. Paryżanie nie poparli wówczas manifestantów. Ukraińcy udzielili wsparcia Majdanowi, ale też nie uniknęli ofiar. Jest i taka droga społecznego wyzwolenia. Polska szczęśliwie jej uniknęła. Ale B. Wildsteinowi, podobnie jak i poecie J. M. Rymkiewiczowi, wyraźnie tych barykad na naszych ulicach i krwi na nich przelanej ciągle brakuje. Mnie NIE! Tak jak i milionom Polaków. Ja lubię III RP, mimo jej niedostatków. Bo trzeba lubić Polskę – choć brzmi to patetycznie. Jak w dobrym małżeństwie.

Jan Król, 10.03.2014.


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , ,
 
Komentarze do artykułu (dodaj własny »).

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu.
Jeżeli masz ochotę, rozpocznij dyskusję.
Skorzystaj z formularza znajdującego się poniżej.

Dodaj komentarz