Wspomnienia. Irena Dąbrowska o dawnej Łebie

13 lutego 2014r. | Drukuj

Śledzę „Ichtis” może nie na bieżąco, ale od wielu lat, jednak nigdy nie przeczytałam historii rodzin, które dotarły do miasta Łeby po 1945, z poza osiedlonymi w wyniku zmiany granic, przesiedlenia, repatriacji z naszych dawnych ziem wschodnich Polski. Warto też poświęcić chwile uwagi dla tych, którzy mieszkają w naszym miasteczku z innymi życiorysami.

fot. archiwum autorki

fot. archiwum autorki

Czasy wymagały tworzenia nowych urzędów, tak, więc na podstawie nakazów pracy kierowano: lekarzy, lekarzy weterynarii, aptekarzy, nauczycieli, rzemieślników, rybaków itp. – nie tam, dokąd chcieli, lecz tam gdzie musieli.

Moja rodzina przybyła do Łeby w wyniku tworzonego tu Urzędu Celnego. Naczelnikiem Urzędu Celnego był P. Daszyński.  Urząd Celny mieścił się na parterze budynku przy ulicy Matejki (obecnie zamieszkuje tam Rodzina Stróżyckich).

Pierwsze piętro budynku stanowiło mieszkanie służbowe Pana Daszyńskiego. Celnikiem był Pan Matuszczak, który zajmował również mieszkanie służbowe przy ulicy Obrońców Westerplatte, gdzie dzisiaj mieszka Rodzina Czopor. Przybyli z Jaźwisk nad Wisłą, gmina Opalenie, obecnie gmina Gniew. Również celnikami byli Pan Dymel, także z Jóżwisk, zajmował również mieszkanie służbowe, dzisiaj mieszkają w nim jego wnuki.

Cała trójka wraz z moim ojcem była do 1939 roku pracownikami Straży Granicznej w placówce Gniew, na polsko – niemieckiej granicy. Jego druhowie nie przeszli drogi – Rosja, Afryka, Anglia, zostali w kraju. Ojciec mój był w tzw. „dwójce”, czyli kontrwywiadzie, więc stąd jego decyzja o ucieczce na wschód do Andersa, gdyż trafiłby na pewno do obozu lub został rozstrzelany.

Pan Mazur, również celnik, dziadek naszej dentystki, który został przeniesiony do Gdyni i na jego miejsce przyszedł mój tata wraz z moją mamą, dom ten stoi do dziś, zamieszkuje go rodzina Frąckowiak. Później w budynku tym mieściła się szkoła podstawowa a później również w budynku przy ulicy Sosnowej.

Koszary Wojsk Ochrony Pogranicza mieściły się w budynku przy ulicy Obr. Westerplatte 15, dowódcą był major Józef Kamiński (obecnie mieszkają w nim rodziny Borzym, Dąbrowscy, Kurzynoga). Rozwijająca się jednostka WOP, tzw. koszary zaczęły stopniowo przejmować mieszkania celników dla swojej kadry. Za każdym razem kończyło się to w Sądzie Administracyjnym w Warszawie i w końcu likwidacją Urzędu Celnego – placówki w Łebie. W Łebie zostały tylko dwie rodziny moja tzn. Maniów i Rodzina Dymel. Pisząc te słowa musze wtrącić ciekawą historię mojego ojca.

Ojciec nasz idąc na wojnę w 1939 zaginął, okazało się, że był w Rosji i stamtąd z armią gen. Władysława Andersa przez Afrykę, Monte Casino, Anglię powrócił  10.XI. 1946 roku do Polski. Kto wówczas zatrudniłby „andersowca”? Zgłosił się więc do Urzędu Celnego w Gdyni i tak z małego miasta Gniew nad Wisłą przybiliśmy do Łeby. Do roku 1949 odwiedzałam rodziców w ferie i wakacje.

Ciekawostką zapewne dla czytelników będzie kilka faktów, na ulicy Wojska Polskiego (w czerwonym murowanym domku) mieściła się radziecka radiostacja obsługiwana przez Rosjan. Później ten dom zamieszkiwała rodzina Pani Reginy Łoś., dzisiaj mieszka tam jej wnuczka Kasia z rodziną.

Pamiętam tą dawną Łebę, z rowami przy ulicach, pompami na wodę, miasto małe, spokojne, przytulne z serdecznymi, życzliwymi ludźmi. Nadmiar turystów mieszkańcy nazywali „stonką”

Moim zdaniem zmiany niekorzystne, nazwałabym radykalne nastąpiły po 1975 roku. Zmiana województw spowodowała ponowne oderwanie się od korzeni.

Dotychczasowa stabilizacja runęła. Powtórne porządkowanie życia, dotarcie do urzędów w odwrotnym niż Trójmiasto kierunku, zmianę kadry na stanowiskach ( przywożenie „w teczkach”), nieznani nikomu obcy ludzie, którzy pojawili się na wysokich stanowiskach w naszym miasteczku, nie wiadomo skąd … To wszystko sprawiło, że dotychczasowa stabilizacja rozsypała się jak domek z kart.

Dlatego też myślę, że szczególnie należy pamiętać o ludziach, którzy przecierali te pierwsze szlaki, w tak trudnych powojennych czasach, w których zaczynało się naprawdę od „zera”

Często byli też analfabeci, z podstawowym lub niepełnym podstawowym wykształceniem, co dziś jest niepojęte!. Często zaczynali tutaj w Łebie swoje dorosłe życie.

Są to wyłącznie moje stwierdzenia, osobiste odczucia, a według mnie warto, gdyż takich ludzi żyło w Łebie wielu, dzisiaj żyją tu ich dzieci i wnukowie, warto, więc zajrzeć do rodzinnych pamiątek, dokumentów, posłuchać wspomnień pionierów z nad rzeki Łeby.

Irena Dąbrowska


Tagi: , , , ,

Zapraszamy ponownie na www.gazetakaszubska.pl
Kontakt: redakcja@gazetakaszubska.pl

Czytaj także

Komentarze do artykułu (dodaj własny »).

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu.
Jeżeli masz ochotę, rozpocznij dyskusję.
Skorzystaj z formularza znajdującego się poniżej.

Dodaj komentarz