Referendalne zmagania - GazetaKaszubska.pl

Referendalne zmagania

Chęć skomentowania referendalnych zmagań w poprzednim felietonie wyparła informacja o śmierci Tadeusza Mazowieckiego. Dziś, już po uroczystościach żałobnych, mogę do tematu wrócić.
Referendalne zmagania Jan Król
 
Polityk, poseł kilku kadencji, przedsiębiorca.
06 listopada 2013r.

Tylko jeszcze dwa słowa o pogrzebie w którym uczestniczyłem na całej jego trasie – od pałacu prezydenckiego, przez mszę w warszawskiej katedrze, do grobu w Laskach i spotkania znających zmarłego podczas którego był czas na rozmowy i wspomnienia. Pogrzeb był godny, doniosły, ale jednocześnie skromny. Bez pompy i zadęcia. Tak jak żył pierwszy, po latach zniewolenia, niekomunistyczny premier. Pochowany został w prostej trumnie, w zwykłej mogile, pośród takich samych grobów. Taki jest cmentarz w Laskach. Bo siłą tego miejsca jest siła ducha, a nie siła pieniądza i przepychu. Nawet Jarosław Kaczyński zaszczycił swoją obecnością mszę żałobną. Tylko kibole na kilku stadionach, nie umieli uczcić pamięci człowieka, który całe swoje życie poświęcił dla kraju. Ale takim zachowaniem stawiają się na marginesie.

Coś się skończyło wraz z odejściem Tadeusza Mazowieckiego, ale nic się nie zaczęło interesującego w polskiej polityce. Taki komentarz dominował wśród zebranych uczestników wieczornego spotkania współpracowników i przyjaciół. A może jednak coś się zacznie?

fot.  Radek Pietruszka/PAP

fot. Radek Pietruszka/PAP

Jednym z instrumentów uczestnictwa obywateli w życiu państwa jest instytucja referendum. Ostatnio mieliśmy do czynienia z dwoma tego rodzaju wydarzeniami. Głośnym na całą Polskę referendum w Warszawie i cichym w Słupsku. W obydwu przypadkach szło o odwołanie urzędujących prezydentów. Przed nami ewentualne referendum ogólnokrajowe w sprawie wcześniejszego rozpoczynania obowiązku szkolnego. To dobrze, że ludzie chcą korzystać z tego najbardziej bezpośredniego sposobu wpływania na życie publiczne. I w żaden mierze nie można im tego prawa odmawiać czy ograniczać. Ale warto zastanowić się jak z niego najlepiej i najefektywniej korzystać.

Referenda w obu miastach okazały się nieskuteczne z powodu braku wystarczającej frekwencji, gdyż dla ich ważności potrzebny był 30-to procentowy udział uprawnionych do głosowania. Jest warte również przemyślenia dlaczego mimo odmiennych koalicji ich wynik dla jego inicjatorów był mizerny. W Warszawie Platforma Obywatelska (PO)nawoływała do bojkotu referendum, bo chodziło o obronę ich prezydenta. W Słupsku odwrotnie – PO agitowała do wzięcia w nim udziału bo chcieli odwołania „nie swojego”. I tu i tam ludzie nie posłuchali w wystarczającym stopniu apeli o wzięcie udziału w głosowaniu. Dlaczego? Ponieważ mają swój rozum. Nie lubią być manipulowani i instrumentalnie traktowani. Dostrzegali poza tym, że walka toczyła się bardziej o przejęcie władzy aniżeli o lepsze rozwiązywanie problemów miast w których żyją.

Czy zatem przeprowadzone referenda nie miały sensu? Nie jestem aż tak krytyczny wobec samego faktu ich zainicjowania i wykonania, gdyż zapewne, szczególnie w stolicy, bo w Słupsku jest mniejsza na to szansa, powinny dać wiele do myślenia prezydentom co do sposobu sprawowanie przez nich pełnionych funkcji. Czyż nie byłoby jednak lepiej gdyby gminne referenda powiązane były z tak zwanym konstruktywnym votum nieufności, czyli aby wnioskowi o odwołanie prezydenta, burmistrza czy wójta towarzyszył wniosek o powołanie nowego, z alternatywny programem? Wówczas dzisiejsze koalicje (od Sasa do lasa) referendalne koncentrujące się na niechęci do aktualnie sprawujących urząd byłyby zmuszane do porozumienia się kto miałby ten urząd sprawować i jaki program realizować. A z tym nie byłoby już tak prosto.

Referenda winny skupiać się na zagadnieniach merytorycznych dotyczących spraw dotykających wszystkich, którzy z prawa do udziału w nim mogą skorzystać. Dlatego też jestem sceptyczny co do zasadności przeprowadzenia referendum w sprawie 6-ściolatków. Interesuje ono bowiem rodziców tych i młodszych dzieci. A jeżeli inicjatorzy jego przeprowadzenia dołożyli jeszcze pytania kwestionujące aktualny system oświaty (m.in. likwidacja gimnazjów), a uzasadniający przed Sejmem tę inicjatywę pan Tomasz Elbanowski sięgnął po nieprawdziwe argumenty, to chyba po to aby wylać dziecko z kąpielą.

Prawo do zainicjowania i udziału w referendum jest gwarancją wolności obywatelskich. Ale to prawo nie może ograniczać wolności innych. Jeżeli są rodzice, którzy chcą posyłać swoje dzieci do szkoły już w wieku lat sześciu, to mają mieć taką możliwość. I chyba tak powinien zakończyć się spór o sześciolatków. A proponowane referendum w tej sprawie takiej możliwości nie stwarza.

Jan Król, 06 listopada 2013.


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , , , ,
 
Na razie jest tylko jeden komentarz (dodaj własny »):
  1. Andrzej pisze:

    Komentarz człowieka złotego środka, jakim jest Pan Jan Król, całkowicie mi odpowiada, i tylko – ze smutkiem – podkreślam w nim postulat, aby ci, którym coś się nie podoba zastanowili się co zaproponować w zamian, zanim zaczną walkę o zlikwidowanie tego, czego nie akceptują. Słowo – smutek – zostało użyte z prostego powodu. Otóż jedyna solidarność na jaką stać Polaków, to solidarność PRZECIW, a gdy trzeba działać na rzecz ZA solidarność znika – nie ma konstruktywnej propozycji. Dramat (już nie smutek) polega na tym, że nic nie wskazuje na to, abyśmy nauczyli się tworzyć kompromisy na skalę całego państwa i społeczeństwa, a niestety tylko wtedy będziemy mieli szansę na stworzenie takiej Polski o jakiej wszyscy marzymy.

Dodaj komentarz