Birma - ubogi szejk Azji. Opozycja apeluje o pomoc - GazetaKaszubska.pl

Birma – ubogi szejk Azji. Opozycja apeluje o pomoc

W kraju, który ma potężne złoża gazu i ropy naftowej, jedynie 13 procent ludności ma stały dostęp do energii elektrycznej, a kobiety, tak jak przed wiekami, codzienne posiłki gotują na prymitywnych paleniskach, wdychając szkodliwy dym. Rządząca tym krajem od 50 lat junta wojskowa doprowadziła ten bogaty niegdyś kraj, nazywany miską ryżową Azji, na skraj przepaści gospodarczej i cywilizacyjnej.
Birma – ubogi szejk Azji. Opozycja apeluje o pomoc Beata Ostrowska
 
Dziennikarka i podróżniczka.
22 października 2012r.

Birma to kraj, który posiada jedne z największych złóż kruszców i kamieni szlachetnych, gazu i ropy naftowej, a także niezwykle żyzne ziemie i  atrakcyjne turystycznie miejsca. Mimo to jest jednym z najbiedniejszych i najbardziej zacofanych krajów Azji. Dyktatura wojskowych i międzynarodowe embargo, będące odpowiedzią na gwałcenie praw człowieka,  doprowadziły ten kraj do bankructwa i izolacji, wpychając go w ramiona Chin.

Zasoby naturalne Birmy, głównie gazu, zaspokoiłby w 100 procentach potrzeby energetyczne kraju. Tymczasem dostęp do energii elektrycznej mają jedynie mieszkańcy stolicy, większych miast i ośrodków turystycznych. Siedem funkcjonujących w Birmie elektrowni  węglowych nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania na prąd tego 52-milionowego kraju. Do tego fatalny stan elektryfikacji nie pozwala doprowadzić go  do  większości gospodarstw domowych. A nawet tam, gdzie dociera, niemal codziennie zdarzają się wyłączenia zasilania, spadki napięcia, celowe przerwy w dostawach, głównie w nocy. W codziennym użytku jest więc sprzęt na baterie oraz agregatory prądu. Na te ostatnie pozwolić sobie mogę jedynie najzamożniejsi, hotele czy instytucje rządowe. W mniejszych miejscowościach i wsiach ludzie muszą sobie radzić bez stałego dostępu do energii elektrycznej, dlatego żelazka na dusze, będące  nas muzealnym eksponatem, są tam w powszechnym użyciu.

W birmańskich wsiach nie ma prądu, więc kobiety używają żelazek na dusze.

Zdecydowana większość gospodarstw domowych musi zbierać drewno lub je kupować, aby ugotować codzienny posiłek, zagrzać wodę czy wykonać inne czynności wymagające źródła energii. Niemal w całym kraju, poza dużymi miastami, co chwilę widać mężczyzn, kobiety i dzieci niosących na głowach lub ciągnących za sobą kawałki drewna, bambusa czy liści palmowych.

Drewno zbiera się codziennie. To dla większości Birmańczyków podstawowy surowiec energetyczny.

Ofiarami takiej polityki energetycznej są głownie kobiety i środowisko. Gotując na paleniskach kobiety przez lata narażone są na wdychanie ulatniającego się dwutlenku węgla i innych substancji toksycznych, czego efektem są  powszechnie występujące choroby dróg oddechowych. Cierpi tez środowisko, bo poza jego zanieczyszczeniem, tak duże zapotrzebowanie na drewno powoduje postępującą wycinkę lasów. W Birmie nie obowiązują żadne standardy kontroli emisji zanieczyszczeń, nie ma tez żadnej państwowej agencji, która by się tym zajmowała.

Do codziennego transportu drewna służą też… głowy.

 Zamiast efektywnej polityki energetycznej, zmniejszania zanieczyszczenia i degradacji środowiska naturalnego oraz czerpania zysków z bogatych złóż gazu przez całe społeczeństwo reżim eksportuje te zasoby i rozwija brudny przemysł węglowy. Prowadząc rabunkową eksploatacją  naturalnych bogactw kraju, pozbawia własne społeczeństwo nie tylko szansy na rozwój, ale nawet na normalną egzystencję. Dlatego opozycyjne organizacje apelują do międzynarodowej opinii publicznej o pomoc we wstrzymaniu budowy gazociągu i ropociągu którymi bogactwa naturalne Birmy już za dwa lata popłyną prosto do Chin.

Drewno i inne towary transportuje się także przy pomocy wołów.

***

Przedsięwzięcie pod nazwą Shwe Gas Project oraz China’s Trans Burma Pipelines  budzi sprzeciw społeczeństwa i wywołuje konflikty, także zbrojne. Eksploatacja podwodnych złóż ropy i gazu na zachodnim wybrzeżu Birmy w stanie Arakan ma juncie zapewnić stałe źródło dochodu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że prawie całość wydobycia trafia w obce ręce, głównie hinduskich i koreańskich korporacji, które eksploatują gazowe pola w Arakanie na własne potrzeby. Szacuje się, że te odkryte w 2003 r. podwodne złoża gazu, należą do największych w całej południowej Azji. Niestety, społeczeństwo Birmy nie odczuje korzyści z bogactw własnej ziemi. Od 2010 r. trwa budowa olbrzymiego, bo liczącego 2, 8 tys. km, gazociągu i ropociągu. Ten jeden z największych tego typu projektów na świecie biegnie w poprzek kraju przez stany Arakan, Shan i centralną Birmę do Chin. W czerwcu 2010 r. budowę rozpoczęto w Birmie, a wrześniu 2011 r. – w Chinach. Gazociąg, który ma być ukończony w 2013 r., ma transportować 12 bilionów metrów sześciennych gazu do Nanning, gdzie ma być wykorzystywany do produkcji energii elektrycznej, która dystrybuowana będzie w południowo-zachodnich Chinach.

Budowa gazociągu to historia ludzkich dramatów: wysiedleń, wyzysku, wręcz niewolniczej pracy. Ludzie tracą swoje domy i ziemie, pola uprawne. Wprawdzie dostają niewielkie odszkodowania, które dla nich, prostych, ubogich chłopów, są największą sumą pieniędzy, jaką kiedykolwiek widzieli, lecz szybko okazuje się, że bez szansy na znalezienie innej pracy,” fortuna” topnieje w oczach, a oni sami i ich rodziny popadają w nędzę. Robotnikom przy budowie płaci się minimalne stawki za ciężką, często 12-godzinną pracę, nie przestrzega się podstawowych praw pracowniczych.  Nic dziwnego, że ludzie buntują się przeciwko budowie gazociągu, gwałceniu praw człowieka i wyzyskowi.

Mieszkańcy kraju zasobnego w surowce energetyczne zwożą drewno, które w Birmie jest podstawowym paliwem.

Działacze opozycyjni powołali Shwe Gas Movment – organizację sprzeciwiającą się tej inwestycji, jej skutkom społecznym, ekonomicznym i środowiskowym. Wskazują na mało transparentne zasady finansowe, na jakich odbywają się rozliczenia między rządem Birmy a zagranicznymi korporacjami, którym oddano prawo do eksploatacji złóż i czerpania z nich korzyści. Według opozycji dochód jaki nawet trafiać będzie do budżetu państwa z eksportu gazu i ropy do Chin, nie przełoży się w żaden sposób na wzrost poziomu życia Birmańczyków. Sprzedaż gazu Shwe dostarczy reżimowi 29 mld dolarów w ciągu 30 lat, lecz społeczeństwo nie będzie udziałowcem tych zysków. Przychody te zapisane będą w budżecie w birmańskiej walucie według oficjalnego kursu wymiany, który jest kilkakrotnie niższy niż wolno- czy raczej czarnorynkowa wartość dolara. Co się stanie z resztą pieniędzy? Według opozycji trafią do kieszeni generałów i ich rodzin.  Nic dziwnego, że inwestycja budowy gazociągu do Chin  wywołuje protesty i konflikty, także  zbrojne. 6,5 tys. żołnierzy armii birmańskiej na stałe stacjonuje wzdłuż korytarza gazociągu, chroniąc go przed atakami 13 tys. partyzantów z Shan State Army-North oraz Kachin Independence Army.

W Birmie wycina się także dużo drzew thanaka, z których pozyskuje się proszek stosowany jako kosmetyk chroniący skórę przed słońcem.

Liderzy i organizacje opozycyjne domagają się wstrzymania budowy i apelują do świata zachodniego o utrzymanie embarga, dopóki prawa człowieka w Birmie nie będą przestrzegane, środowisko nie będzie chronione, Birmańczycy nie staną się beneficjentami bogactw kraju, a inwestycje nie będą prowadzone w sposób transparentny.

Post scriptum:

Dziękuję swoim towarzyszkom podróży za tę wspólną, inspirującą wyprawę, niezapomniany czas i wsparcie. Szczególne podziękowania kieruję do Ewy Lewickiej, bez której nic by się nie udało.

Beata Ostrowska


Tagi: , ,
 
Komentarze do artykułu: 5 (dodaj własny »):
  1. kaśka pisze:

    Nie do wiary! Jak można poniżać godność własnego narodu. Ta historia powinna przypominać nam, że całkiem niedawno byliśmy w bardzo podobnej sytuacji.

  2. Majka pisze:

    Dziekuje za kolejny ciekawy artykul! te opowiesci z Birmy sa fascynujace, no i ta podroz ,chyba trzeba ja powtorzyc!!! tak trzymac dziewczyny!

  3. Aga pisze:

    Znowu fajny tekst z dalekiej Birmy. Może teraz wybierzecie się do krainy Majów??

  4. Ewa pisze:

    Dziękuję Ci za kolejny świetny artykuł. Myślę, że warto go posłać dalej żeby te fakty ujrzały więcej światła dziennego. Po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać dlaczego w mediach tak mało się pisze o Birmie i realiach życia tamtejszych ludzi. Dziwi mnie „cisza” i brak reakcji Amnesty International – warto dodać, że dla potrzeb junty w pobliży gazociągu funkcjonują domy publiczne, do których trafiają kobiety wbrew ich woli…
    Dziękuję Beatko, świetnie piszesz!!!

  5. Jakub pisze:

    Fascynujący tekst. Czy ktoś wie, jakie są losy tej inwestycji? Pocieszające jest to, że dzięki podróżniczemu i pisarskiemu zapałowi, możemy o tym przeczytać na odległych o tysiące kilometrów Kaszubach.

Dodaj komentarz