Kto pociąga za sznurki? - GazetaKaszubska.pl

Kto pociąga za sznurki?

Prezes Grupy Bumar został odwołany przez Radę Nadzorczą. Taki komunikat dotarł do mediów kilka dni temu. To kolejna dymisja szefa dużej spółki z dominującym albo wyłącznym udziałem Skarbu Państwa, z którą mamy do czynienia pod rządami nowego ministra Skarbu.
Kto pociąga za sznurki? Jan Król, polityk, poseł na Sejm X, I, II i III kadencji. Obecnie m.in. wiceprzewodniczący rady nadzorczej Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, członek rady nadzorczej Instytutu Lecha Wałęsy, członek rady głównej BCC.
 
26 marca 2012r.

Pierwszy położył głowę pod topór Tomasz Zadroga, szef największej grupy energetycznej PGE. Potem na szafot trafił Michał Szubski zawiadujący PGNiG-em. Teraz stanowisko stracił Edward Nowak wielce zasłużony dla Solidarności w okresie jej świetności, były wiceminister przemysłu i gospodarki, człowiek nietuzinkowy na wskroś uczciwy i z charakterem.

Ale co w tym wszystkim jest najważniejsze z mojego obecnego punktu widzenia? Otóż wszyscy odwołani zostali bez podania przyczyny. Co więcej, wszyscy Oni wygrali przed rokiem konkursy na następne trzyletnie kadencje, ale uwaga/!/ pod rządami poprzedniego ministra Skarbu. Czyżby więc wyłącznie względy polityczno-personalne wpływały na tak doniosłe, dla tak ważnych spółek decyzje? Przecież polityczna ciągłość rządu jest zachowana, a obecny minister był wiceministrem u Aleksandra Grada. O co więc chodzi? Kto pociąga za sznurki? Na mieście mówią, że źródło tych decyzji leży w kancelarii premiera. To tam powstają różne układanki personalne, o których sami zainteresowani dowiadują się na ogół ostatni. Nie mam podstaw do szczegółowej oceny działań poszczególnych prezesów.  Ale dobrze byłoby je znać tym bardziej że zawiadywali spółkami publicznymi związanymi z energetyką, gazem i zbrojeniówką.

W przypadku Edwarda Nowaka sprawa jest dodatkowo zadziwiająca. W ciągu czterech lat kierowania Bumarem podjął wielki wysiłek integracji Grupy skupiającej 40 spółek produkcyjnych i handlowych i zatrudniającej 10 tys. osób. Wprowadził zaawansowany system informatyczny pozwalający na efektywniejsze zarządzanie całą Grupą. Wreszcie doprowadził do podpisania największego w historii firmy kontraktu eksportowego z Indiami, na dostawę 204 wozów zabezpieczenia technicznego WZT-3 na podwoziu czołgu PT-91, o wartości 275 milionów dolarów. Kiedy prezes Nowak był już w Indiach, w przeddzień podpisania umowy otrzymał informację od wykonawcy, którym miał być Bumar-Łabędy, że wcześniej ustalona cena ma być podwyższona o 25%. W tym momencie przeżył szok. Zdecydował jednak kontrakt podpisać. Po powrocie odwołał prezesa Łabęd. Wówczas Rada Nadzorcza odmówiła akceptacji kontraktu i przez dwa miesiące cała sprawa pozostawała w zawieszeniu. Clou całej sprawy polega na tym, że tuż po odwołaniu prezesa Nowaka ze stanowiska Rada Nadzorcza kontrakt zaaprobowała. A więc coś, co Edward Nowak uważał za sukces, stanowiło pretekst jego odwołania, po czy ktoś inny ten sukces zapisał na swoje konto. Niewiarygodne, ale prawdziwe.

Ktoś z czytelników może napisać w komentarzu, albo pomyśleć:  a co „Gazecie Kaszubskiej” do rozgrywek na szczytach władzy. A jednak. I tu zwracam się do najbardziej aktualnie wpływowych Kaszubów, których znam osobiście: Donalda Tuska /premiera/, Janka  Wyrowińskiego /wicemarszałka Senatu/, Kazia Kleiny /senatora/. Uczytelnijcie Panowie politykę kadrową! Te ostatnie spadki notowań PO i tutaj mają swoją przyczynę.

Sprawa jest jednak szersza i dotyczy nie tylko spółek Skarbu Państwa. Od miesięcy np. zespół słynnego teatru Dramatycznego w Warszawie nie może doprosić się pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz jasnego stanowiska co do dalszych losów teatru i jego dyrektora. Słynna Warszawska Opera Kameralna od ponad dwóch miesięcy nie może liczyć na spotkanie z marszałkiem województwa celem omówienia swojej przyszłości , a znany wszystkim  zespół pieśni i tańca Mazowsze sięgnął do broni strajkowej, bo polityka właściciela grozi zaprzepaszczeniem jego dorobku. Takie zachowania decydentów nijak się mają do deklaracji składanych podczas wyborczych kampanii.

PGE i PGNiG mają już nowych prezesów powołanych w niby konkursach. Niedługo Bumar też ma mieć nowego szefa. I też  wszystkich ich znam i życzę im sukcesów. Ale chciałbym, aby pamiętali o losie swoich poprzedników i żeby bez podania powodów nie byli odwoływani przez kapturowe sądy, kiedy pojawi się kolejny władca.

Jan Król  24.03.2012


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , , ,
 
Komentarze do artykułu: 2 (dodaj własny »):
  1. Jarek pisze:

    Zle pojmowana władza i to na każdym szczeblu demoralizuje, rozpasa, wywyższa, rozzuchwala i przytępia empatię. Władza też męczy. Tak jest z domowym demonem, który absolutnie nikomu nie odda pilota od telewizora, poprzez bezkarnych urzędników, używających swojej władzy do gnębienia wystraszonych interesantów, na najważniejszych osobach w państwie kończąc. Zdaje się, że premier Tusk pasuje do wyżej przedstawionego schematu, czemu daje ostatnio dowody. Myślę, że zasadniczym czynnikiem jego zagubienia jest zmęczenie materiału i brak jasnych koncepcji na przyszłość. Dlatego zalicza wpadkę za wpadką. Kolejne wybory zweryfikują jego rządy i w najgorszym wypadku, niestety u steru może stanąć Kaczyński. Innymi słowy mówiąc jest źle, ale z Kaczyńskim, Macierewiczem, Fotygą, Kamińskim i innymi, będzie z całą pewnością katastrofalnie.

  2. Żega pisze:

    Co innego mówią, a co innego robią. Miały być rządy fachowców, a są rządy układów partyjnych i „kolesiów”. Sam Premier też nie jest fachowcem na stanowisku, które piastuje. Zarządzanie przedsiębiorstwem, to nie „w kij dmuchał”, a co dopiero zarządzanie państwem. Tu nie można improwizować, jak w sztuce. Nie sprawdzają się eksperymenty z partyjnego nadania. W tej chwili perspektywy jakiejkolwiek zmiany są nieciekawe. Przecież nie wystarczy być znanym działaczem partyjnym, by sprawdzić się jako profesjonalista w zarządzaniu na urzędach państwowych. Prawdę mówiąc, do dobrego rządzenia potrzeba fachowców z autorytetem, a partie nie są potrzebne wcale. Jaki z nich pożytek, jeżeli tylko pchają się do władzy, a jeszcze wyciągają swoje „brudne łapy” po pieniądze z budżetu państwa. Głosowanie w wyborach powinno odbywać się na ludzi z przygotowaniem fachowym, a nie na partie.Ten przeżytek „czasów minionych” już dawno powinien być zaniechany. To jedyny kierunek na skuteczne zmiany i ratunek dla upadającego państwa.

Dodaj komentarz