Kolejowy Smoleńsk - GazetaKaszubska.pl

Kolejowy Smoleńsk

Bez mała dwa lata temu, po smoleńskiej katastrofie, na antenie radia Tok Fm, powiedziałem, że jeżeli poważnie nie zabierzemy się za naprawę sytuacji na kolei, to w jakimś momencie będziemy mieli taki „kolejowy Smoleńsk”. I stało się. Tragiczny wypadek, jaki zdarzył się w okolicy wsi Chałupki pod Szczekocinami, kiedy doszło do czołowego zderzenia dwóch osobowych pociągów, rzeczywiście do Smoleńska można przyrównać. I żadną nie może być pociechą, że tam zginęło 96 znanych osób, a tu tylko 16 i to anonimowych. Warto pamiętać też o ok. 50 ciężej lub lżej rannych. To, że akcja ratownicza była przeprowadzona sprawnie pokazuje tylko, że nieraz potrafimy coś dobrze zrobić. Nie może to jednak przesłaniać skali dramatu, jaki rozegrał się wieczorową porą i dotknął Bogu ducha winnych ludzi, którzy zaufali publicznemu przewoźnikowi.
Kolejowy Smoleńsk Jan Król, polityk, poseł na Sejm X, I, II i III kadencji. Obecnie m.in. wiceprzewodniczący rady nadzorczej Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, członek rady nadzorczej Instytutu Lecha Wałęsy, członek rady głównej BCC.
 
12 marca 2012r.

Tak jak w przypadku Smoleńska bezpośrednią winę ponosi dowódca rozbitego samolotu, tak w przypadku Szczekocin dyżurny ruchu, który pełniąc służbę w miejscowości Starzyny nie przesunął zwrotnicy. Ale szukanie winnych tych smutnych zdarzeń tylko w bezpośrednich ich sprawcach byłoby wielkim uproszczeniem. I znowu nasuwa mi się porównanie ze Smoleńskiem. Uważam bowiem, że istnieje związek     pomiędzy tym, że przez wiele, wiele lat ludzie odpowiedzialni za to nie umieli podjąć decyzji o zakupie nowoczesnych samolotów dla VIP-ów,a  piloci specjalnego pułku (nota bene rozwiązanego) nie byli właściwie szkoleni, a faktem tamtej tragedii.  Podobnie polska kolej działająca trochę jako relikt minionej epoki  tworzy sytuacje w których do takiej katastrofy mogło dojść. W jednym różnią się obydwie sytuacje. Tam byli jeszcze Rosjanie. Tu, w Chałupkach byliśmy sami ze sobą.

Polacy chcą jeździć pociągami. Cenią sobie wygodę, bezpieczeństwo, szybkość z jaką mogliby się przemieszczać. Tylko, że takie warunki podróży istnieją na trasie Warszawa – Poznań oraz  na pechowej, przez ten ostatni wypadek, ze stolicy do Krakowa i Katowic. To za mało aby cieszyć się dobrą opinią wśród pasażerów. Często można odnieść wrażenie, że PKP i kolejarze nie lubią swoich klientów. Kiedy przedostatni prezes PKP SA powiedział na antenie TVP, że na dworcu centralnym w Warszawie musi śmierdzieć, ponieważ przejeżdżają przez niego wagony z których fekalia wypływają na zewnątrz to zupełnie wówczas zwątpiłem w poważne traktowanie przez zawiadujących kolejami podróżnych.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że nasza kolej jest niedoinwestowana. Kolejne rządy przez całe minione dwudziestolecie nie wywiązywały się ze zobowiązań finansowych, których się podejmowały. Prawdą również jest, że wydatki ze środków publicznych jakie ponoszą na żelazne drogi takie kraje jak Niemcy, Belgia czy Francja pogłębiają jeszcze przepaść. Ale prawdą także jest, że jak stwierdza Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, spółka  zawiadująca torami  (PKP PLK ) z możliwych 20 miliardów złotych jakie mogła pozyskać z Unii Europejskiej od 2007 roku wydała zaledwie 3%, a umowy na prace modernizacyjne linii kolejowych podpisane zostały na  poziomie 36% dostępnych pieniędzy. Sytuacja ta ujawnia niedowład w zarządzaniu tak ważnym przedsiębiorstwem.

Dlaczego dopiero po dojściu do takich tragedii zaczynamy poważnie rozmawiać o sprawach, które od lat czekają na rozwiązanie? Czy jest to nasza narodowa przywara? Jeśli tak to należy ją wyplenić, bo inaczej zawsze będziemy w niedoczasie        .

Jan Król, 11.03.2012


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , ,
 
Komentarze do artykułu: 2 (dodaj własny »):
  1. Jarek pisze:

    Latem ubiegłego roku wybrałem się z moimi synami na męskie wakacje w przepięknym Krakowie, w którym niestety nigdy wcześniej nie byłem. Dla spodziewanej wygody odstawiliśmy samochód na kołki i postanowiliśmy w podróż wyruszyć koleją. Znad nizinnych wybrzeży Morza Północnego gdzie mieszkamy, do Krakowa jest ok. 1200 km i dwie przesiadki, co przekłada się na 15 godzin spędzonych w pociągu. Podróż w swoich początkach była bardzo przyjemna, gdyż skorzystaliśmy z wszelkich możliwych zniżek i wykupiliśmy bilety I klasy. Do granicy z Polską pociąg jechał normalnie, czyli jakieś 160 km na godzinę. W wielkim podnieceniu przekraczaliśmy Odrę, bo Polska to moja Ojczyzna i zawsze z przyjemnością ją odwiedzam. Niestety, jeszcze mieliśmy w zasięgu wzroku meandry tej granicznej rzeki, gdy pociąg zaczął zwalniać, na oko licząc do prędkości ok. 50-60 km na godzinę. W tym zawrotnym tempie, tudzież okresowymi zwolnieniami i rzadkimi przyspieszeniami, dotarliśmy do grodu Kraka. Najlepsze nastąpiło po dwóch godzinach tej ślimaczej jazdy, gdy mój syn zapytał konduktora, dlaczego ten pociąg tak się wlecze?
    – Spokojnie panowie bez nerwów, jedziemy według rozkładu i nie mamy ani minutki opóźnienia – odparł dumny z Polskich Kolei Państwowych konduktor.

  2. OSTPREUSSEN. pisze:

    Troche nieuczciwie. Otoz sporo a nawet wiecej udzialu w tym, ze PKP jest zaniedbana i niedoinwestowana maja sam Polacy albowiem po wyzwoleniu Polski spod sovieckiej okupacji przez pna Lecha Walese nastapil na masowa skale ped do motoryzacji i w bardzo krotkim okresie czasu , nie notowanym w zadnym innym panstwie w historii swiata Polacy zakupili o. 24 miliony aut i przestali korzystac z koleii zelaznych a LObby samochodowe w POlsce jest kilkadziesiat razy silniejsze od Lobby kolejowego, ktore w zasadzie jest juz schylkowe a kolej w Polsce w fazie schylkowej przedagonalnej. Rzad nie mialo tu nic do gadania i gdyby bylo dosc pieniedzy w Budzecie to z pewnocuía nadal dotowalby absolutnie nierentowne polaczenia kolejowe ladujac rok w rok dziesiatki miliardow PLN-ow z podatkow podatnika. Problem w tym, ze Budzet Panstwa zadluzony juz powyzej uszu i na nic pieniedzy nie ma a wiec skoro nikt w Polsce nie chce korzystac z PKP to nie ma zadnego uzasadnienia aby ja jeszcze finasowac. Pamietam lata 60-te XX wieku trasa kolejowa Elk-Warszawa Wschodnia, pociag osobowy pojawiajacy sie na stacji Ketrzyn o godzinie 14.00 byly juz tak zaladowany, ze jak wtloczyla sie do niego kolejna fala pasazerow to wypelnienie bylo nastepujace: toaleta 6,- osob, harmonijka laczaca wagony pulmanowskie od 3 do 4 osob, korytarz ponad 150 osob , przedzialy 8 osob plus 5 stojacych pomiedzy siedzacymi jak udalo sie silowo rozerwac drzwi i wtragnac do przedzialu gdyz na ogol ci co wsiadali na stacjach blizszych blokowali zamek. Dzis: pociag na 500 osob a pasazerow 12 osob . Takiej ekonomiki nikt nie wytrzyma. Dlatego totalnie poronionym pomyslem jest budowa tzw koleii wielkich predkosci gdyz tam aby byly one rentowne po dotacji z budzetu panstwa bilet musi kosztowac minimum 100,- Euro na 300,- km a najtanszy w granicach 50,- Euro na najkrotszy odcinek i jz dzis wiadomo, ze na takie luxusy nie bedzie pasazerow a poza tym Polska jest niewielkim krajem i mozna poswiecic te godzine wiecej i pojechac autem czy zwyklym pociagiem. Utrzymanie koleii na niezbednym poziomie to bardzo kosztowna sprawa i bez minimalnego poziomu pasazerow nikogo nie stac na dotowanie w wysokosci 80% kosztow. Nic nie wskazuje, zeby milosc Plakow do swoich aut osobowych zelzala czy zmalala i nawet bardzo wysokie jz ceny paliwa nie odstraszaja a wiec kogo PKP ma wozic?

Dodaj komentarz