Z próżnego i Salomon nie naleje - GazetaKaszubska.pl

Z próżnego i Salomon nie naleje

Gratuluję pomysłodawcom „Gazety Kaszubskiej” i nie ukrywam, że ucieszyłem się z propozycji współpracy. Pisanie cyklicznych komentarzy do zdarzeń politycznych, społecznych i gospodarczych z perspektywy człowieka, który połowę swojego, już nie tak krótkiego, życia poświęcił polityce, w tym przez 12 lat będąc posłem ziemi słupskiej, a więc i przepięknej kaszubszczyzny, to czekające mnie zadanie. Dzisiaj kiedy na politykę spoglądam z boku, gdyż poruszam się w obszarze działalności gospodarczej i społecznej myślę, że mogę z większym obiektywizmem i dystansem odnosić się do spraw angażujących opinię publiczną głównie dlatego, że dotykają spraw konkretnych ludzi.
Z próżnego i Salomon nie naleje Jan Król, polityk, poseł na Sejm X, I, II i III kadencji. Obecnie m.in. wiceprzewodniczący rady nadzorczej Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, członek rady nadzorczej Instytutu Lecha Wałęsy, członek rady głównej BCC.
 
27 lutego 2012r.

Na początek kilka słów o planowanej przez rząd znaczącej korekcie systemu emerytalnego na którą jesteśmy skazani o ile chcemy mieć jakiekolwiek gwarancje wypłaty swoich emerytur na poziomie zabezpieczającym choćby minimum życiowych potrzeb na ostatniej prostej swojego życia.  Propozycje rządu sprowadzają się do wydłużenia wieku emerytalnego do 67 lat zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Z tym, że dla kobiet oznacza to dłuższą pracę o lat 7, a dla mężczyzn o 2. Można by powiedzieć, że w ten sposób dokona się akt dziejowej sprawiedliwości, czego wiele środowisk kobiecych domaga się od dawna. Dodatkowo kobiety żyją przeciętnie o siedem lat dłużej od mężczyzn. Więc o czym tu dyskutować skoro wszystkie wyliczenia wskazują, iż państwa nie będzie stać na wypłatę, choćby na obecnym poziomie emerytur dla starzejącego się społeczeństwa? A jednak dyskutować warto szczególnie dlatego, że aż 80% respondentów mówi NIE na taką propozycję. Przy tej skali sprzeciwu żaden demokratycznie wyłoniony rząd nie jest w stanie takiej zmiany przeprowadzić.

Przy mojej demokratyczno-liberalnej optyce oglądu spraw publicznych najlepiej byłoby gdyby ludzie sami zadbali o swoją starość. Realizm podpowiada mi jednak, że jest to niemożliwe. Więc cóż pozostaje rządowi? Uelastycznić zapowiedzianą propozycję. Utrzymując jako zasadę wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat wprowadzić prawo do wcześniejszej emerytury po przepracowaniu np. 40 lat. Wówczas oczywiście byłaby odpowiednio /istotnie/ niższa. Nie do odrzucenia zupełnie jest tez propozycja PSL-u aby powiązać wiek emerytalny kobiet z ich dzietnością. A dzieci brak nam ogromny. Oczywiście wydłużenie wieku emerytalnego winno być powszechne, a więc obejmować i służby mundurowe i rolników.

Przytaczane  są różne argumenty nakazujące przeprowadzenie tej niepopularnej decyzji. Są wśród nich i te mówiące o wydłużeniu życia i te o nie zastępowalności pokoleń /w 2050 roku będzie nas 35 milionów/ i te o solidarności społecznej. Ale główny powód tkwi w tym, że brak kasy. A „z próżnego i Salomon nie naleje”. I jeżeli chcemy uniknąć greckiego scenariusza to musimy pogodzić się, że prawa do emerytury nabędziemy w późniejszym wieku.


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , , ,
 
Komentarze do artykułu: 8 (dodaj własny »):
  1. wiki pisze:

    Polacy uznawani są za naród pracowity i pewnie nie jedna osoba życzyłaby sobie pracować jak najdłużej. Obawy wynikają jednak z wymagań pracodawców. Często jest tak, że młodym osobom ciężko jest znaleźć pracę a co dopiero osobie starszej. Dlatego wydłużenie wieku emerytalnego przeraża wszystkich, którzy: szukają pracy i nie mogą jej znaleźć, pracują u jednego pracodawcy już od dłuższego czasu i patrzą z obawą czy na drugi dzień nie otrzymają wypowiedzenia i grono tych osób, które straciły prace w wieku np. 50 lat a pracować muszą żeby otrzymać emeryture, jednak perspektyw brak na dalsze zatrudnienie. Trzeba zaznaczyć, że w Polsce mamy pokoleniowy system emerytur. My, którzy teraz zarabiamy, to de facto zarabiamy na emerytury dla innych. Nie byłoby w tym może nic złego poza tym, że nasz przyrost naturalny maleje. To kto będzie pracował na „moją” emeryturę. Dlatego zgadzam się z panem, że każdy chodź w niewielkim stopniu powinien sam na własną rękę zadbać o swoją przyszłość. I bardzo chętnie będę pracowała nawet i do 70 roku życie, tylko żeby mi dano na to szansę. Koło się zamyka. Słusznie też pan zauważył, że powinien być wybór: wiek emerytalny, a przepracowane lata pracy. Nie jest to łatwy temat, dotyczy wszystkich bez wyjątku…

  2. emeryt pisze:

    A ja się z autorem nie zgodzę, bo uważam, że podnoszenie wieku emerytalnego to tylko sposób na doraźne dopchanie budżetu. Jakie mam szanse otrzymać godną emeryturę, nawet pracując do 67 roku życia? ŻADNE !! ZUS jest na skraju bankructwa, mundurowi w wieku nawet nie 40 lat żyją sobie spokojnie z emeryturą po kilka tysięcy złotych + zarabiają, a zwykli ludzie po 40 kilku latach pracy dostają po 600zł. To jest problem!! A nie wiek emerytalny.

    I panie Janie, pisanie o ostatniej życiowej prostej to troszkę nie na miejscu, bo wychodzi na to, że liczymy na szybkie „odkorkowanie” emerytów. A przecież ludzie potrafią dożyć 80 czy 90 lat, więc na emeryturze mogą spędzić nawet 20 – 30 lat. Im zależy na godnej pensji za przepracowane lata.

    Płacimy drakońskie podatki i składki a w zamian dostajemy wielkie NIC.

  3. w-pawlak pisze:

    Wzorem naszego dzielnego premiera Waldemara Pawlaka, ja na państwową emeryturę nie liczę i odkładam własne środki tudzież inwestuję w dobre wychowanie dzieci, które mnie na starość nie porzucą. ZUS? Ten system umarł i żeby go naprawić, trzeba go zaorać.

  4. Jarek pisze:

    Tylko ignorant nie dopuszcza do siebie argumentów, że wydłużony czas pracy społeczeństwa jest koniecznością. Narzekanie, że nie wiadomo co będzie z ZUS-em za 20 czy 30 lat jest pozbawione racji i bardziej nadaje się dla wróżki niż do debaty publicznej. Puki co, wydłużony okres pracy jakby nie liczył zwiększy ilość środków przeznaczonych na wypłaty, a nie ją zmniejszy!
    Sam od wielu lat mieszkam i pracuję poza granicami Polski w kraju, w którym społeczeństwo może nie z entuzjazmem, ale ze zrozumieniem przyjęło konieczność wydłużenia wieku emerytalnego. Mimo, że należę już do grupy, która musi pracować do 67 roku życia, jakoś nie wywołuje to we mnie przerażenia.

  5. Sławek Kowalczyk pisze:

    Tusk idzie złą drogą. Perfidne jest to, że znalezienie pracy po 50-tce w Polsce graniczy z cudem, a on chce zwiększać wiek emerytalny. Niech znajdzie pracę dla ponad 2 milionów bezrobotnych i 2 milionów przymusowych emigrantów, będzie miał wpływy do ZUSu od 4 milionów osób, naprawdę nic nie trzeba więcej – ZUS będzie miał pieniądze dla wszystkich. Tylko żeby to potrafić zrobić trzeba być kimś, a nie posługując się podwórkową terminologią piłkarską tak bliską Tuskowi – szmaciarzem. Nie sztuką jest zmienić w jakimś rozporządzeniu cyfry 60/65 na 67, to potrafi każdy dureń. I jeszcze Tusk i PO nazywa to „reformą”.
    Przyczyna dlaczego Tusk chce reformę wprowadzić już w tym momencie jest bardzo prozaiczna ale nikt o tym nie mówi, Tusk chce uratować finanse swojego rządu i siebie przed katastrofą – bo żadnego innego sensownego pomysłu na reformowanie finansów publicznych po prostu nie ma. Chodzi o to, że wprowadzenie wyższego wieku emerytalnego już teraz – w tym momencie spowoduje, że przez jakiś czas nie przybędzie emerytów tylko będzie ich z powodów naturalnych ubywać. I to uratuje Tuska i Vincenta Rostowskiego przed katastrofą finansową wynikającą z ich totalnej niemocy.

  6. Sławek Kowalczyk pisze:

    Tymczasem rozwiązanie jest takie proste i oczywiste. Wiek przejścia na emeryturę może być 67, może być nawet 70, ale pod warunkiem, że każdy ma wybór – możliwość przejścia na emeryturę np. w każdym momencie od 60-go roku życia. Jeżeli nie mam pracy i nie mogę jej znaleźć, jeżeli wolę żyć skromniej ale wolę tych kilka może ostatnich lat aktywnego życia przeznaczyć na odpoczynek czy też pomoc przy wychowaniu wnuków, a mam jakieś oszczędności na „czarną godzinę” to niechże mam tą możliwość przejścia na emeryturę np. w 63 roku życia a nie w 67, z mniejszą emeryturą, to mój wybór i moje życie.

  7. poczytnik pisze:

    Dlaczego rząd tak uparcie unika reformy emerytur służb mundurowych i innych grup uprzywilejowanych? Dlaczego „górnicy” (czyli ludzie pracujący w kopalniach, ale nigdy pod ziemią) mają tak dobrze, mogą wcześniej odchodzić na emeryturą, mają potężne w porównaniu do zwykłych wypłaty itd. Przecież tam są ogromne pieniądze! ZUS to złodziejstwo, nie oszukujmy się, przez kilkadziesiąt lat płacimy potworne składki a potem co, kilkaset złotych. Przecież to kpina! Najgorszy fundusz inwestycyjny lepiej te środki zagospodaruje niż ta złodziejska organizacja zwana ZUSem!

  8. KrzzysztofN pisze:

    Autor pisze: Przy mojej demokratyczno-liberalnej optyce oglądu spraw publicznych najlepiej byłoby gdyby ludzie sami zadbali o swoją starość. Realizm podpowiada mi jednak, że jest to niemożliwe.

    Dlaczego niemożliwe panie Janie? Skąd to powątpiewanie w możliwości rodaków? Myślę, że warto rozwinąć tą myśl. Uważam, że jestem w stanie sam odłożyć na swoją emeryturę, dlaczego chce mi pan odebrać taką możliwość?

    A dlaczego nie system kanadyjski?

    http://emerytury.wp.pl/kat,9231,title,Zwiazkowcy-i-pracodawcy-przeciw-kanadyjskiej-reformie-emerytur,wid,12102329,wiadomosc.html?ticaid=1e04f

    Oddajmy ludziom ich los w ich ręce! Na Boga! Przecież żyjemy w postępującym socjalizmie o jakim komunistom się nawet nie śniło….

Dodaj komentarz



Odrodzenie i ochrona języków mniejszościowych i regionalnych w Europie

27 lipca 2015r. | Drukuj

Właśnie w Senacie powstała ciekawa i wartościowa ekspertyza pt. „Sytuacja języków mniejszościowych i regionalnych w Europie. Wymiar finansowy. Rekomendacje dla Polski”. Autorka tej ekspertyzy jest dr Nicole Dołowy-Rybińska z Instytutu Slawistyki PAN-Zakład Badań Narodowościowych. Warto zauważyć, że za sprawą senatora K. Kleiny znaczące informacje tej ekspertyzy były prezentowane na ostatnim posiedzeniu Kaszubskiego Zespołu Parlamentarnego. Wywołały one naturalne i przyjazne zainteresowanie.

Zapoznajmy się z najbardziej podstawowymi informacjami z ekspertyzy „Sytuacja języków mniejszościowych i regionalnych w Europie”. Okazuje się, że na kontynencie europejskim istnieje mniej niż 300 języków. Jednakże jedynie 80 z nich, posiada oficjalny status. Istniej poważne zagrożenia w codziennym używaniu języków mniejszościowych i regionalnych, szczególnie przez młode pokolenie. Z drugiej strony po II wojnie światowej, po dekolonizacji, rozpoczął się „proces odrodzenia etnicznego w Europie Zachodniej w latach 70. XX wieku”. Zaczęto domagać się praw mniejszości, w tym do używania własnego, miejscowego języka. Co prawda, nie udało się wypracować wspólnej strategii ochrony języków mniejszościowych i regionalnych, ale sformułowano ważne dokumenty i instrumenty finansowego wspierania i rozwoju tych języków. Wśród najważniejszych dokumentów należy odnotować „Europejską Kartę Języków Regionalnych i Mniejszościowych”, zatwierdzoną przez Radę Europy w 1992 roku. Karta weszła w życie i obecnie podpisały ją 33 państwa, w tym Polska. Karta definiuje językami regionalnymi lub mniejszościowymi – języki tradycyjnie używane na terytorium danego państwa przez jego obywateli, stanowiących grupę liczebnie mniejszą od reszty ludności tego państwa oraz różniące się od oficjalnego języka tego państwa. Nie da się przecenić wpływu Europejskiej Karty Języków Regionalnych i Mniejszościowych na podjęcie minimum działań na rzecz języków mniejszościowych w szkolnictwie, mediach, życiu kulturalnym, publicznym i administracji.

W zakresie ochrony języków regionalnych i mniejszościowych, prowadzone są badania, i w ich konsekwencji przygotowywane propozycje i rozwiązania. Idzie przede wszystkim o rewitalizację zagrożonych i małych języków. Czołowym badaczem w tej kwestii jest Joshua A. Fishman, socjolingwista, który stworzył używany i udoskonalany do dziś model działań, jakie należy podjąć, by język mniejszościowy mógł zostać zachowany. Tak, aby nastąpiła rzeczywista rewitalizacja tego języka. J. Fishman wprowadził pojęcie dyglosji, co oznacza sytuację współistnienia różnych języków, pozostających do siebie w hierarchicznej relacji (język mniejszości i język dominujący-państwowy). Wedle Fishmana w rewitalizacji języków mniejszościowych i regionalnych najważniejsze jest odtworzenie międzypokoleniowej wspólnoty językowej, obejmującej nie tylko rodzinę, ale też szersze otoczenie sąsiedzko-towarzyskie. Docelowo język mniejszościowy powinien funkcjonować we wszystkich dziedzinach życia. Niezwykle też istotna jest edukacja języka i w języku mniejszościowym.

W ekspertyzie „Sytuacja języków mniejszościowych i regionalnych w Europie” scharakteryzowano finansowy wymiar funkcjonowania języków mniejszościowych w Europie. Odwołano się tutaj do konkretnych doświadczeń i rozwiązań. Wpierw zaprezentowano sytuację mniejszości serbołużyckiej w Niemczech. W obecnej Republice Niemieckiej żyje około 60 000 Łużyczan. Dodatkowo dzielą się oni na dwa narody tj. górnołużycki (Saksonia-Budziszyn) i dolnołużycki (Brandenburgia). Ma obecnie miejsce rewitalizacja języka górnołużyckiego i dolnołużyckiego. Na Uniwersytecie w Lipsku funkcjonuje sorabistyka. W zakresie organizacji i finansowania (z różnych źródeł) tych języków podstawową rolę spełnia Fundacja na Rzecz Narodu Łużyckiego. Pozyskuje ona też pieniądze z budżetu państwa oraz landów (rządów krajowych). W 2015 roku jej budżet wynosi ponad 18 milionów euro. Z kolei we Francji, gdzie Bretończycy nie posiadają statusu mniejszości, językiem bretońskim posługuje się około 200 000 osób, ale aż 60 % z nich zalicza się do najstarszego pokolenia. Opiekę nad językiem i kulturą bretońską sprawuje kilka instytucji, w tym Rada Kultury Bretanii. Wyłącznie na rzecz języka bretońskiego działa Publiczne Biuro Języka Bretońskiego, z budżetem w wysokości ok. 1 mln euro. Pieniądze na działalność Biura pochodzą głównie z Regionu Bretanii, jak też w pewnym stopniu z dotacji Ministerstwa Kultury. Najlepiej w Europie Zachodniej przedstawia się sytuacja języka walijskiego. Około 567 000 mieszkańców Walii jest walijskojęzyczna, co stanowi 1/6 wszystkich mieszkańców tego kraju. Stowarzyszenie Języka Walijskiego, od swego powstania w 1962 roku, walczyło o rozwój i równouprawnienie swojego języka. Walia również w tym zakresie uzyskała autonomię. Od 2011 roku język walijski jest uznany za drugi, obok angielskiego, oficjalny język Walii. Dzieci obowiązkowo uczą się go w szkołach, obecny jest on także w mediach. Co więcej, nad rozwojem języka walijskiego czuwa od kilku lat Komisarz Języka Walijskiego. Możliwe jest także studiowanie w języku walijskim na różnych kierunkach na uniwersytetach. Rząd walijski w celu w skuteczniejszych działań na rzecz rodzimego języka przeznacza na ten cel rocznie ok. 27 mln funtów. Naturalnie z powyższych doświadczeń wynikają rekomendacje dla Polski. Dobrym przykładem jest funkcjonowanie na uniwersytetach kierunków, na których nauczany jest język i kultura mniejszościowa. Albowiem wyedukowanie kadry nauczycielskiej języka mniejszościowego, języka regionalnego, wydaje sie być obecnie najważniejsze. Współfinansowanie procesu nauczania tych języków w większym zakresie należy oprzeć na budżecie centralnym i funduszach samorządowych. To bowiem jest wspólna inwestycja w przyszłość małych i regionalnych Ojczyzn. Na zakończenie tej informacji, warto zacytować kluczową konkluzję powyższej senackiej ekspertyzy. A mianowicie: „Zmiana nastawienia młodych ludzi do języka przodków jest pierwszym, istotnym krokiem na drodze do rewitalizacji języków mniejszościowych i regionalnych”.

Jan Kulas


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , ,

Zapraszamy ponownie na www.gazetakaszubska.pl
Kontakt: redakcja@gazetakaszubska.pl

Czytaj także

Komentarze do artykułu: 8 (dodaj własny »):
  1. wiki pisze:

    Polacy uznawani są za naród pracowity i pewnie nie jedna osoba życzyłaby sobie pracować jak najdłużej. Obawy wynikają jednak z wymagań pracodawców. Często jest tak, że młodym osobom ciężko jest znaleźć pracę a co dopiero osobie starszej. Dlatego wydłużenie wieku emerytalnego przeraża wszystkich, którzy: szukają pracy i nie mogą jej znaleźć, pracują u jednego pracodawcy już od dłuższego czasu i patrzą z obawą czy na drugi dzień nie otrzymają wypowiedzenia i grono tych osób, które straciły prace w wieku np. 50 lat a pracować muszą żeby otrzymać emeryture, jednak perspektyw brak na dalsze zatrudnienie. Trzeba zaznaczyć, że w Polsce mamy pokoleniowy system emerytur. My, którzy teraz zarabiamy, to de facto zarabiamy na emerytury dla innych. Nie byłoby w tym może nic złego poza tym, że nasz przyrost naturalny maleje. To kto będzie pracował na „moją” emeryturę. Dlatego zgadzam się z panem, że każdy chodź w niewielkim stopniu powinien sam na własną rękę zadbać o swoją przyszłość. I bardzo chętnie będę pracowała nawet i do 70 roku życie, tylko żeby mi dano na to szansę. Koło się zamyka. Słusznie też pan zauważył, że powinien być wybór: wiek emerytalny, a przepracowane lata pracy. Nie jest to łatwy temat, dotyczy wszystkich bez wyjątku…

  2. emeryt pisze:

    A ja się z autorem nie zgodzę, bo uważam, że podnoszenie wieku emerytalnego to tylko sposób na doraźne dopchanie budżetu. Jakie mam szanse otrzymać godną emeryturę, nawet pracując do 67 roku życia? ŻADNE !! ZUS jest na skraju bankructwa, mundurowi w wieku nawet nie 40 lat żyją sobie spokojnie z emeryturą po kilka tysięcy złotych + zarabiają, a zwykli ludzie po 40 kilku latach pracy dostają po 600zł. To jest problem!! A nie wiek emerytalny.

    I panie Janie, pisanie o ostatniej życiowej prostej to troszkę nie na miejscu, bo wychodzi na to, że liczymy na szybkie „odkorkowanie” emerytów. A przecież ludzie potrafią dożyć 80 czy 90 lat, więc na emeryturze mogą spędzić nawet 20 – 30 lat. Im zależy na godnej pensji za przepracowane lata.

    Płacimy drakońskie podatki i składki a w zamian dostajemy wielkie NIC.

  3. w-pawlak pisze:

    Wzorem naszego dzielnego premiera Waldemara Pawlaka, ja na państwową emeryturę nie liczę i odkładam własne środki tudzież inwestuję w dobre wychowanie dzieci, które mnie na starość nie porzucą. ZUS? Ten system umarł i żeby go naprawić, trzeba go zaorać.

  4. Jarek pisze:

    Tylko ignorant nie dopuszcza do siebie argumentów, że wydłużony czas pracy społeczeństwa jest koniecznością. Narzekanie, że nie wiadomo co będzie z ZUS-em za 20 czy 30 lat jest pozbawione racji i bardziej nadaje się dla wróżki niż do debaty publicznej. Puki co, wydłużony okres pracy jakby nie liczył zwiększy ilość środków przeznaczonych na wypłaty, a nie ją zmniejszy!
    Sam od wielu lat mieszkam i pracuję poza granicami Polski w kraju, w którym społeczeństwo może nie z entuzjazmem, ale ze zrozumieniem przyjęło konieczność wydłużenia wieku emerytalnego. Mimo, że należę już do grupy, która musi pracować do 67 roku życia, jakoś nie wywołuje to we mnie przerażenia.

  5. Sławek Kowalczyk pisze:

    Tusk idzie złą drogą. Perfidne jest to, że znalezienie pracy po 50-tce w Polsce graniczy z cudem, a on chce zwiększać wiek emerytalny. Niech znajdzie pracę dla ponad 2 milionów bezrobotnych i 2 milionów przymusowych emigrantów, będzie miał wpływy do ZUSu od 4 milionów osób, naprawdę nic nie trzeba więcej – ZUS będzie miał pieniądze dla wszystkich. Tylko żeby to potrafić zrobić trzeba być kimś, a nie posługując się podwórkową terminologią piłkarską tak bliską Tuskowi – szmaciarzem. Nie sztuką jest zmienić w jakimś rozporządzeniu cyfry 60/65 na 67, to potrafi każdy dureń. I jeszcze Tusk i PO nazywa to „reformą”.
    Przyczyna dlaczego Tusk chce reformę wprowadzić już w tym momencie jest bardzo prozaiczna ale nikt o tym nie mówi, Tusk chce uratować finanse swojego rządu i siebie przed katastrofą – bo żadnego innego sensownego pomysłu na reformowanie finansów publicznych po prostu nie ma. Chodzi o to, że wprowadzenie wyższego wieku emerytalnego już teraz – w tym momencie spowoduje, że przez jakiś czas nie przybędzie emerytów tylko będzie ich z powodów naturalnych ubywać. I to uratuje Tuska i Vincenta Rostowskiego przed katastrofą finansową wynikającą z ich totalnej niemocy.

  6. Sławek Kowalczyk pisze:

    Tymczasem rozwiązanie jest takie proste i oczywiste. Wiek przejścia na emeryturę może być 67, może być nawet 70, ale pod warunkiem, że każdy ma wybór – możliwość przejścia na emeryturę np. w każdym momencie od 60-go roku życia. Jeżeli nie mam pracy i nie mogę jej znaleźć, jeżeli wolę żyć skromniej ale wolę tych kilka może ostatnich lat aktywnego życia przeznaczyć na odpoczynek czy też pomoc przy wychowaniu wnuków, a mam jakieś oszczędności na „czarną godzinę” to niechże mam tą możliwość przejścia na emeryturę np. w 63 roku życia a nie w 67, z mniejszą emeryturą, to mój wybór i moje życie.

  7. poczytnik pisze:

    Dlaczego rząd tak uparcie unika reformy emerytur służb mundurowych i innych grup uprzywilejowanych? Dlaczego „górnicy” (czyli ludzie pracujący w kopalniach, ale nigdy pod ziemią) mają tak dobrze, mogą wcześniej odchodzić na emeryturą, mają potężne w porównaniu do zwykłych wypłaty itd. Przecież tam są ogromne pieniądze! ZUS to złodziejstwo, nie oszukujmy się, przez kilkadziesiąt lat płacimy potworne składki a potem co, kilkaset złotych. Przecież to kpina! Najgorszy fundusz inwestycyjny lepiej te środki zagospodaruje niż ta złodziejska organizacja zwana ZUSem!

  8. KrzzysztofN pisze:

    Autor pisze: Przy mojej demokratyczno-liberalnej optyce oglądu spraw publicznych najlepiej byłoby gdyby ludzie sami zadbali o swoją starość. Realizm podpowiada mi jednak, że jest to niemożliwe.

    Dlaczego niemożliwe panie Janie? Skąd to powątpiewanie w możliwości rodaków? Myślę, że warto rozwinąć tą myśl. Uważam, że jestem w stanie sam odłożyć na swoją emeryturę, dlaczego chce mi pan odebrać taką możliwość?

    A dlaczego nie system kanadyjski?

    http://emerytury.wp.pl/kat,9231,title,Zwiazkowcy-i-pracodawcy-przeciw-kanadyjskiej-reformie-emerytur,wid,12102329,wiadomosc.html?ticaid=1e04f

    Oddajmy ludziom ich los w ich ręce! Na Boga! Przecież żyjemy w postępującym socjalizmie o jakim komunistom się nawet nie śniło….

Dodaj komentarz

Z próżnego i Salomon nie naleje

27 lutego 2012r. | Drukuj

Na początek kilka słów o planowanej przez rząd znaczącej korekcie systemu emerytalnego na którą jesteśmy skazani o ile chcemy mieć jakiekolwiek gwarancje wypłaty swoich emerytur na poziomie zabezpieczającym choćby minimum życiowych potrzeb na ostatniej prostej swojego życia.  Propozycje rządu sprowadzają się do wydłużenia wieku emerytalnego do 67 lat zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Z tym, że dla kobiet oznacza to dłuższą pracę o lat 7, a dla mężczyzn o 2. Można by powiedzieć, że w ten sposób dokona się akt dziejowej sprawiedliwości, czego wiele środowisk kobiecych domaga się od dawna. Dodatkowo kobiety żyją przeciętnie o siedem lat dłużej od mężczyzn. Więc o czym tu dyskutować skoro wszystkie wyliczenia wskazują, iż państwa nie będzie stać na wypłatę, choćby na obecnym poziomie emerytur dla starzejącego się społeczeństwa? A jednak dyskutować warto szczególnie dlatego, że aż 80% respondentów mówi NIE na taką propozycję. Przy tej skali sprzeciwu żaden demokratycznie wyłoniony rząd nie jest w stanie takiej zmiany przeprowadzić.

Przy mojej demokratyczno-liberalnej optyce oglądu spraw publicznych najlepiej byłoby gdyby ludzie sami zadbali o swoją starość. Realizm podpowiada mi jednak, że jest to niemożliwe. Więc cóż pozostaje rządowi? Uelastycznić zapowiedzianą propozycję. Utrzymując jako zasadę wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat wprowadzić prawo do wcześniejszej emerytury po przepracowaniu np. 40 lat. Wówczas oczywiście byłaby odpowiednio /istotnie/ niższa. Nie do odrzucenia zupełnie jest tez propozycja PSL-u aby powiązać wiek emerytalny kobiet z ich dzietnością. A dzieci brak nam ogromny. Oczywiście wydłużenie wieku emerytalnego winno być powszechne, a więc obejmować i służby mundurowe i rolników.

Przytaczane  są różne argumenty nakazujące przeprowadzenie tej niepopularnej decyzji. Są wśród nich i te mówiące o wydłużeniu życia i te o nie zastępowalności pokoleń /w 2050 roku będzie nas 35 milionów/ i te o solidarności społecznej. Ale główny powód tkwi w tym, że brak kasy. A „z próżnego i Salomon nie naleje”. I jeżeli chcemy uniknąć greckiego scenariusza to musimy pogodzić się, że prawa do emerytury nabędziemy w późniejszym wieku.


Opublikowano w: Komentarze i opinie
Tagi: , , ,

Zapraszamy ponownie na www.gazetakaszubska.pl
Kontakt: redakcja@gazetakaszubska.pl

Komentarze do artykułu: 8 (dodaj własny »):
  1. wiki pisze:

    Polacy uznawani są za naród pracowity i pewnie nie jedna osoba życzyłaby sobie pracować jak najdłużej. Obawy wynikają jednak z wymagań pracodawców. Często jest tak, że młodym osobom ciężko jest znaleźć pracę a co dopiero osobie starszej. Dlatego wydłużenie wieku emerytalnego przeraża wszystkich, którzy: szukają pracy i nie mogą jej znaleźć, pracują u jednego pracodawcy już od dłuższego czasu i patrzą z obawą czy na drugi dzień nie otrzymają wypowiedzenia i grono tych osób, które straciły prace w wieku np. 50 lat a pracować muszą żeby otrzymać emeryture, jednak perspektyw brak na dalsze zatrudnienie. Trzeba zaznaczyć, że w Polsce mamy pokoleniowy system emerytur. My, którzy teraz zarabiamy, to de facto zarabiamy na emerytury dla innych. Nie byłoby w tym może nic złego poza tym, że nasz przyrost naturalny maleje. To kto będzie pracował na „moją” emeryturę. Dlatego zgadzam się z panem, że każdy chodź w niewielkim stopniu powinien sam na własną rękę zadbać o swoją przyszłość. I bardzo chętnie będę pracowała nawet i do 70 roku życie, tylko żeby mi dano na to szansę. Koło się zamyka. Słusznie też pan zauważył, że powinien być wybór: wiek emerytalny, a przepracowane lata pracy. Nie jest to łatwy temat, dotyczy wszystkich bez wyjątku…

  2. emeryt pisze:

    A ja się z autorem nie zgodzę, bo uważam, że podnoszenie wieku emerytalnego to tylko sposób na doraźne dopchanie budżetu. Jakie mam szanse otrzymać godną emeryturę, nawet pracując do 67 roku życia? ŻADNE !! ZUS jest na skraju bankructwa, mundurowi w wieku nawet nie 40 lat żyją sobie spokojnie z emeryturą po kilka tysięcy złotych + zarabiają, a zwykli ludzie po 40 kilku latach pracy dostają po 600zł. To jest problem!! A nie wiek emerytalny.

    I panie Janie, pisanie o ostatniej życiowej prostej to troszkę nie na miejscu, bo wychodzi na to, że liczymy na szybkie „odkorkowanie” emerytów. A przecież ludzie potrafią dożyć 80 czy 90 lat, więc na emeryturze mogą spędzić nawet 20 – 30 lat. Im zależy na godnej pensji za przepracowane lata.

    Płacimy drakońskie podatki i składki a w zamian dostajemy wielkie NIC.

  3. w-pawlak pisze:

    Wzorem naszego dzielnego premiera Waldemara Pawlaka, ja na państwową emeryturę nie liczę i odkładam własne środki tudzież inwestuję w dobre wychowanie dzieci, które mnie na starość nie porzucą. ZUS? Ten system umarł i żeby go naprawić, trzeba go zaorać.

  4. Jarek pisze:

    Tylko ignorant nie dopuszcza do siebie argumentów, że wydłużony czas pracy społeczeństwa jest koniecznością. Narzekanie, że nie wiadomo co będzie z ZUS-em za 20 czy 30 lat jest pozbawione racji i bardziej nadaje się dla wróżki niż do debaty publicznej. Puki co, wydłużony okres pracy jakby nie liczył zwiększy ilość środków przeznaczonych na wypłaty, a nie ją zmniejszy!
    Sam od wielu lat mieszkam i pracuję poza granicami Polski w kraju, w którym społeczeństwo może nie z entuzjazmem, ale ze zrozumieniem przyjęło konieczność wydłużenia wieku emerytalnego. Mimo, że należę już do grupy, która musi pracować do 67 roku życia, jakoś nie wywołuje to we mnie przerażenia.

  5. Sławek Kowalczyk pisze:

    Tusk idzie złą drogą. Perfidne jest to, że znalezienie pracy po 50-tce w Polsce graniczy z cudem, a on chce zwiększać wiek emerytalny. Niech znajdzie pracę dla ponad 2 milionów bezrobotnych i 2 milionów przymusowych emigrantów, będzie miał wpływy do ZUSu od 4 milionów osób, naprawdę nic nie trzeba więcej – ZUS będzie miał pieniądze dla wszystkich. Tylko żeby to potrafić zrobić trzeba być kimś, a nie posługując się podwórkową terminologią piłkarską tak bliską Tuskowi – szmaciarzem. Nie sztuką jest zmienić w jakimś rozporządzeniu cyfry 60/65 na 67, to potrafi każdy dureń. I jeszcze Tusk i PO nazywa to „reformą”.
    Przyczyna dlaczego Tusk chce reformę wprowadzić już w tym momencie jest bardzo prozaiczna ale nikt o tym nie mówi, Tusk chce uratować finanse swojego rządu i siebie przed katastrofą – bo żadnego innego sensownego pomysłu na reformowanie finansów publicznych po prostu nie ma. Chodzi o to, że wprowadzenie wyższego wieku emerytalnego już teraz – w tym momencie spowoduje, że przez jakiś czas nie przybędzie emerytów tylko będzie ich z powodów naturalnych ubywać. I to uratuje Tuska i Vincenta Rostowskiego przed katastrofą finansową wynikającą z ich totalnej niemocy.

  6. Sławek Kowalczyk pisze:

    Tymczasem rozwiązanie jest takie proste i oczywiste. Wiek przejścia na emeryturę może być 67, może być nawet 70, ale pod warunkiem, że każdy ma wybór – możliwość przejścia na emeryturę np. w każdym momencie od 60-go roku życia. Jeżeli nie mam pracy i nie mogę jej znaleźć, jeżeli wolę żyć skromniej ale wolę tych kilka może ostatnich lat aktywnego życia przeznaczyć na odpoczynek czy też pomoc przy wychowaniu wnuków, a mam jakieś oszczędności na „czarną godzinę” to niechże mam tą możliwość przejścia na emeryturę np. w 63 roku życia a nie w 67, z mniejszą emeryturą, to mój wybór i moje życie.

  7. poczytnik pisze:

    Dlaczego rząd tak uparcie unika reformy emerytur służb mundurowych i innych grup uprzywilejowanych? Dlaczego „górnicy” (czyli ludzie pracujący w kopalniach, ale nigdy pod ziemią) mają tak dobrze, mogą wcześniej odchodzić na emeryturą, mają potężne w porównaniu do zwykłych wypłaty itd. Przecież tam są ogromne pieniądze! ZUS to złodziejstwo, nie oszukujmy się, przez kilkadziesiąt lat płacimy potworne składki a potem co, kilkaset złotych. Przecież to kpina! Najgorszy fundusz inwestycyjny lepiej te środki zagospodaruje niż ta złodziejska organizacja zwana ZUSem!

  8. KrzzysztofN pisze:

    Autor pisze: Przy mojej demokratyczno-liberalnej optyce oglądu spraw publicznych najlepiej byłoby gdyby ludzie sami zadbali o swoją starość. Realizm podpowiada mi jednak, że jest to niemożliwe.

    Dlaczego niemożliwe panie Janie? Skąd to powątpiewanie w możliwości rodaków? Myślę, że warto rozwinąć tą myśl. Uważam, że jestem w stanie sam odłożyć na swoją emeryturę, dlaczego chce mi pan odebrać taką możliwość?

    A dlaczego nie system kanadyjski?

    http://emerytury.wp.pl/kat,9231,title,Zwiazkowcy-i-pracodawcy-przeciw-kanadyjskiej-reformie-emerytur,wid,12102329,wiadomosc.html?ticaid=1e04f

    Oddajmy ludziom ich los w ich ręce! Na Boga! Przecież żyjemy w postępującym socjalizmie o jakim komunistom się nawet nie śniło….

Dodaj komentarz



Polub nas na Facebooku

Najnowsze artykuły

Weekend z kaszubską żurawiną na Jarmarku św. Dominika
mat. prasowe
Uciekinier z Auschwitz na V Festiwalu Kaszubskich Filmów
fot. nadesłane
Metodą na „wnuczka” wyłudził 40 tysięcy. Policja: uwaga na fałszywych krewnych!
fot. policja.pl
Czy współczesne społeczeństwo byłoby gotowe wziąć udział w Powstaniu? Debata Oksfordzka w Słupsku
fot. Fundacja Indygo
Rekrutacja na etnofilologie trwa do 15 września
fot. racibo / CC / Panoramio
Amerykański gigant sektora usług finansowych zainwestował w Gdańsku
Alchemia - kompleks biurowy, w którym swoją siedzibę będzie miał gdański oddział State Street. fot. mat. prasowe
W naszym regionie powstała kolejna placówka muzealna!
fot. GK
Kandydat na skarbnika Słupska: wziąłem udział w konkursie, bo lubię nowe wyzwania
Artur Michałuszka / fot. nadesłane

Najnowsze komentarze