Wojna palikowa – niezwykła historia sprzed 92 lat

15 lutego 2012r. | Drukuj

Wojna palikowa to wydarzenia historyczne, do których doszło w lutym 1920 roku na kaszubskich Gochach  w powiecie bytowskim. 92 lata temu, w czasie wytyczania granicy polsko – niemieckiej po I wojnie światowej, Kaszubi walczyli o skrawek swojej ziemi.

fot. Marek Wantoch Rekowski: Kaszubi z Borowego Młyna co roku upamiętniają wojnę palikową z 1920 r.

„My, niżej podpisani, jesteśmy Polakami. Nasi ojcowie byli również Polakami i mieszkali w tych okolicach od czasów niepamiętnych i przynależeli do Polski. Chcemy wraz z naszymi braćmi należeć do wspólnej ojczyzny, do naszej Polski” – pisali Kaszubi w petycji z 1919 roku. W czerwcu 1920 roku podpisano z Niemcami pokój w Wersalu, gdzie zapadły postanowienia o przebiegu granicy Niemiec i Polski powstałej  po 123 latach zaborów. Niestety, zaplanowana granica przecinała Kaszubszczyznę na dwie nierówne części. Nie uwzględniała próśb i oficjalnych petycji, kierowanych do najwyższych gremiów w Paryżu przez polskich działaczy. Na Kaszubach ludzie mogli się jeszcze pogodzić z tym, że do nowo powstającej Polski nie zostaną przyłączone powiaty lęborski, bytowski i słupski, ale na samych Gochach (część Ziemi Bytowskiej) Kaszubi nie godzili się na dzielenie ich ziemi. Granica miałaby bowiem odciąć od ich parafii kilka wsi i wraz z nimi pozostawić po stronie niemieckiej tysiące hektarów należących do nich łąk, pastwisk i lasów. Podobny sprzeciw odnotowano w Jamnie koło Bytowa, gdzie granica przebiegać miała w samej wsi. Łąki, pola i stawy jamneńskich gospodarzy trafić miały do Żukówka.

Konflikt eksplodował w lutym 1920 roku. Kaszubi zaczęli się sprzeciwiać takim postanowieniom, tym bardziej, że  na tereny przyznane Polsce zaczęły wkraczać polskie oddziały wojskowe. W ślad za nimi przychodzili geodeci i urzędnicy z międzynarodowej komisji, wytyczający granicę. Oznaczano ją wbijanymi w ziemię palikami, które w przyszłości miały być zastąpione słupami granicznymi. Oburzeni Kaszubi zaczęli sami przestawiać oznakowania i stąd nazwa – wojna palikowa.

Tak zdarzenia te opisał historyk Marcin Barnowski:
Gdy 2-go lutego 1920 roku w Konarzynach i  Borowym Młynie pojawił się oddział polskich żołnierzy, Kaszubi poczuli się ośmieleni i zaczęli głośno wyrażać swój sprzeciw. Po entuzjastycznym powitaniu wojska, tłum przekroczył zaplanowaną granicę polsko-niemiecką. Polscy żołnierze podobno stracili orientację i dali się powieść tłumowi do sąsiedniej wioski Wierzchociny na terytorium Niemiec. Tam aresztowali Niemców z Grenzschutzu i zamknęli w karczmie – opowiada Zbigniew Talewski, kaszubski regionalista, który stworzył termin wojna palikowa. – 16 lutego rano geodeci przystąpili do wytyczania nowej granicy. Zgodnie z linią wyznaczoną przez komisję międzynarodową. I wtedy nastąpiło apogeum. Ku mierniczym i asekurującym ich z obu stron żołnierzom polskim i niemieckim ruszył pochód miejscowych. Do wystąpienia nawoływał ich ksiądz Bernard Gończ, od 1913 r. proboszcz parafii w Borowym Młynie. Po wsiach były porozlepiane plakaty. Według niektórych relacji, Kaszubi szli na wojsko z kościelnymi chorągwiami, jak podczas procesji. Broni nie mieli. Gdy żołnierze ich odpędzali, tylko odkrzykiwali im, w obu językach. – Jakub Trzeciński z Upiłki zawołał wtedy: Granica jest pod Białym Borem. Tu jest święta ziemia polska!” – relacjonuje Talewski. Żołnierze, zarówno niemieccy, jak i polscy, czuli się związani rozkazami. Polski oficer wydał swoim polecenie, aby Kaszubów odstraszyli salwami strzałów ostrzegawczych. Józef Spiczak Brzeziński z Upiłki, do niedawna żołnierz cesarskiej armii, który 12 października 1918 r. stracił we Francji rękę, tłumaczył oficerowi, że po drugiej stronie wyznaczonej linii leży większa cześć pól i łąk i lasy prywatne mieszkańców, które dla niejednej rodziny stanowią jedyne źródło utrzymania. Polski oficer powtarzał, że ma rozkaz. Na to Brzeziński: – Ja też w 1914 roku dostałem rozkaz od cesarza zajęcia Paryża. Do tej pory go nie wykonałem… – Było niebezpiecznie, bo oficer szarpał się i faktycznie chciał strzelać, ale nawet jego żołnierze nie byli do tego skorzy – podkreśla Z. Talewski
Kaszubscy rolnicy w końcu powyrywali z ziemi paliki wbite przez mierniczych. Nikt nie wystrzelił. Geodeci skapitulowali i odjechali. Ostatecznie po kilku miesiącach do Borowego Młyna przyjechał pewien francuski generał i kilku innych członków komisji. Wtedy właśnie, w połowie 1920 roku, przyłączono do Polski tereny na zachód od Borowego Młyna i Konarzyn.

Co roku w lutym w Borowym Młynie Kaszubi obchodzą  rocznicę wojny palikowej. Dzięki determinacji i odwadze mieszkańców Konarzyn i Borowego Młyna udało się powiększyć granice II Rzeczpospolitej. Nie powiodło się to w Żukówku, które w 1929 r. znalazło się w granicach Niemiec.

 


Tagi: , ,

Zapraszamy ponownie na www.gazetakaszubska.pl
Kontakt: redakcja@gazetakaszubska.pl

Czytaj także

Na razie jest tylko jeden komentarz (dodaj własny »):
  1. Tóna napisał(a):

    „Tak zdarzenia te opisał historyk Marcin Barnowski:” a dalej „relacjonuje Talewski.” … o co chodzi? Przecież pan Talewski jeszcze żyje! Czyżby faktycznie pamiętał tamte czasy? A może to jakaś bajka opowiadana przez 3 pokolenia, która ubarwiona weszła już do przekonania społeczeństwa?

Dodaj komentarz



Najnowsze artykuły

21 lutego obchodzimy Dzień Języka Ojczystego. Także kaszubskiego
Niemała gratka dla słupskich maturzystów. Targi Edu Day już jutro!
W Powiecie słupskim powstały nowe Punkty Rejestracji Pojazdów
LGD Dorzecze Łeby przedstawia harmonogram konkursów
Na podstawie 17 zdjęć odtworzyli malowidło zniszczone przez hitlerowców. „Niebo polskie” wraca na swoje miejsce
Pierwszy jubileusz Warsztatów Terapii Zajęciowej w Sycewicach
Orzeczenie w sprawie OMT poznamy 27 lutego
Konferencja o różnorodności językowej w Senacie RP

Najnowsze komentarze